Kategorie

Giełda

Zapisz się na newsletter
Zobacz przykładowy newsletter
Zapisz się
Wpisz poprawny e-mail
Zeszły tydzień zakończył się pomyślnie dla posiadaczy akcji, ale nie oznacza to, że sytuacja na giełdzie sprzyja im pod każdym względem. Żeby tradycji stało się zadość, odkąd rozpoczęła się hossa, determinacja kupujących zmniejszyła się. Od zwyżek, które obserwujemy od lutego 2009 r., taki schemat powtarzał się już wiele razy.
Zeszły tydzień w Polsce mijał w duchu oczekiwań na podwyżkę stóp procentowych. Początkowo kurs EUR/PLN spadł do poziomu 3,8550, jednak w dalszej części tygodnia przekroczył poziom 3,9000 wskutek odreagowania i osiągnął lokalne maksimum na poziomie 3,9150.
W ciągu kilku pierwszych godzin piątkowej sesji popyt usiłował obrócić na swoją korzyść ostatnie spadki i doprowadzić do zakupu przecenionych akcji, zwłaszcza tych z sektora surowców. W efekcie tych zabiegów WIG20 wyszedł na plus, zyskując 1 proc., po czym ogarnęła go stagnacja.
Polskie banki z coraz większą nadzieją patrzą w przyszłość, jeśli chodzi o kredyty mieszkaniowe. Jak wynika z najnowszej ankiety Pengab, 61% placówek spodziewa się wzrostu popytu na tego rodzaju kredyty, a tylko 8% – spadku. Saldo prognozy uplasowało na poziomie 53 pkt proc. wobec 38 pkt proc. na koniec 2010 r.
Podczas dzisiejszej sesji eurodolar konsolidował się w przedziale 1,3420 – 1,3520. Pod koniec dnia para ta zaliczyła zniżkę do 1,3400 USD za EUR. Niepokojem napawają ujawnione dzisiaj dane na temat Grecji.
W grudniu, po uwzględnieniu czynników sezonowych, produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 13,7%, a w listopadzie – o 10,9%. W skali roku 2010 przyrost osiągnął wartość 3,5%. Niestety dobre wyniki tego sektora gospodarki nie mają bezpośredniego przełożenia na pozycję firm budowlanych na giełdzie. Inwestycje w sektor budowlany nadal zaliczają się do jednych z najmniej opłacalnych.
Niewielkie rozczarowanie wywołały publikacje wyników finansowych amerykańskich spółek za IV kwartał 2010 r., mimo że wcześniejsze niespodzianki były pozytywne. Odchylenie od prognoz okazało się jednak minimalne. Goldman Sachs nie zdołał przewyższyć szacunków, zysk z jednej akcji Wells Fargo był zaledwie o 2 centy niższy od oczekiwanego i wyniósł 61 centów, podobne różnice odnotowano w przypadku Bank of New York Mellon, przy założeniach 56 centów zarobionych na akcji.
Podczas wczorajszej konferencji prasowej Marek Belka zrobił aluzję do tego, że można spodziewać się kolejnych podwyżek stóp procentowych, a RPP podejmie dalsze kroki w tej kwestii, ale nie umocniło to złotego. Rodzima waluta pozostała obojętna na słowa szefa NBP, który podkreślił, że złoty ma potencjał do aprecjacji. Nowością w informacji prasowej było zaakcentowanie faktu, że narasta presja płacowa.
Od niemal dwóch lat indeksy giełdowe na GPW idą w górę. Niemniej za wcześnie jest na to, aby dojść do wniosku, że nasz rynek został przewartościowany. Świadczą o tym wskaźniki ceny do zysku i ceny do wartości księgowej.
Spokój, który ogarnął rynek w poniedziałek, nie trwał wiecznie. We wtorek inwestorzy rzucili się do zakupów. Rano nastąpiło dynamiczne wzmocnienie europejskich parkietów, co wywindowało polskie indeksy w górę.
Tym razem to Amerykanie mieli dzień wolny od pracy, co rzutowało na europejskie rynki. Na chińskiej giełdzie nastąpiły trzyprocentowe spadki, ale inwestorzy nie wzięli sobie tego do serca, ponieważ w piątek tamtejszy Bank Centralny podniósł stopę rezerwy obowiązkowej. Już tego samego dnia posunięcie Chińczyków było znane Europejczykom, ale nie miało ono wpływu na ich decyzje inwestycyjne.
Fundusze private equity mogą przynieść bardzo duże zyski, mimo że są to fundusze aktywów niepublicznych. Działają one w niedalekim sąsiedztwie rynku giełdowego.
W 2010 r. inflacja sięgnęła 3,1%. Tak duży wzrost cen konsumenckich to efekt podwyżek cen żywności i zwiększonych kosztów, uzależnionych od wartości surowców energetycznych. Skoczyły w górę opłaty za mieszkania i koszty transportu.
Z najnowszych danych wynika, że w tygodniu zakończonym 12 stycznia do funduszy akcyjnych na świecie, w dużej mierze na rynki rozwinięte, napłynęło 5,4 mld USD. Coraz więcej osób inwestuje w agresywne, światowe fundusze, co w połączeniu z optymistycznymi doniesieniami gospodarczymi, przerastającymi oczekiwania wynikami amerykańskich spółek za IV kwartał 2010 r. oraz stabilizacją w kwestii kryzysu zadłużenia w Europie sprawia, że wśród inwestorów dominuje pozytywne nastawienie do giełdy.
Rynki odetchnęły z ulgą po zakończonych przetargach portugalskich i hiszpańskich papierów, ale na niewiele się to zdało, z punktu widzenia akcjonariuszy. Już wkrótce nad tymi ostatnimi zaczęła brać górę potrzeba pozbycia się akcji.
W czwartek sesja nie upłynęła w cieniu obaw, związanych ze sprzedażą hiszpańskich i włoskich obligacji. Niepokoje te były dużo mniejsze, w porównaniu z atmosferą, poprzedzającą portugalską aukcję. Tym razem zachodnie parkiety cechowała stabilność, a WIG20 nie oddalał się zbytnio od granic z poprzedniego zamknięcia. Co prawda pod koniec dnia popyt na niego spadł, ale indeks wrócił do formy przed i na fixingu.
Osoby, które zainwestowały w fundusze hedgingowe, mogły w grudniu całkiem nieźle zarobić. Mimo to bardziej zyskowne okazały się inwestycje na giełdach papierów wartościowych.
Martwienie się o dług publiczny na Starym Kontynencie jest trochę na wyrost. Na początku tego tygodnia nastąpiła eskalacja niepokojów o to, za ile państwa strefy euro sprzedadzą w tym roku poszczególne papiery skarbowe. Później nastroje uległy radykalnej zmianie.
Giełda nieustannie kreuje wskaźniki, odwzorowujące koniunkturę w poszczególnych segmentach spółek. Spośród nich najkrócej istnieje indeks, gromadzący firmy, które regularnie wypłacają dywidendę. Trudno przewidzieć, czy spotka go podobny los co TechWIG.
Zastanawiając się, jaki fundusz wybrać, stajemy przed trudnym zadaniem. Oferta jest bogata i i zdecydowanie wykracza poza granice Polski. Istnieją jednak specjalne metody selekcji państw, które posiadają ponadprzeciętny potencjał wzrostu cen akcji. Jedną z nich jest zastosowanie wskaźnika PEG (ang. Price/Earnings to Growth), czyli Cena/Zysk do stopy wzrostu zysków.
W pierwszy tydzień miesiąca poznajemy wskaźniki PMI, pochodzące z Indeksów Menedżerów Logistyki, które zalicza się do tzw. wskaźników wyprzedzających koniunktury. Są to jedne z najskuteczniejszych narzędzi analityków i inwestorów, służących do prognozowania przyszłości gospodarek w poszczególnych krajach. To właśnie dzięki umiejętnej analizie możliwe jest trafne rozpoznawanie kierunków głównych trendów na giełdzie.
Mimo że w dniu dzisiejszym nie ukazały się żadne, istotne publikacje, inwestorom nie brakowało emocji. Rano eurodolar zniżkował pod poziom 1,2900. Kurs poszedł w dół, ponieważ obawy, związane z kryzysem fiskalnym Portugalii i Hiszpanii, przybrały na sile.
W 2010 roku fundusze inwestujące za granicą, na rynkach wschodzących, mogły przynieść nawet przeszło 50% zysku. Osiągnęły one lepsze wyniki niż fundusze polskich akcji.
Dwa czynniki złożyły się na poniedziałkowe spadki, od których europejskie rynki rozpoczęły nowy tydzień. Po pierwsze, piątkowa sesja w Stanach wypadła mizernie, ponieważ dane z tamtejszego rynku pracy nie sprostały oczekiwaniom inwestorów. Po drugie, obserwujemy eskalację obaw, związanych z problemami finansowymi Portugalii.
Początek stycznia upłynął w duchu informacji, płynących ze wskaźników wyprzedzających koniunktury za grudzień. Opublikowane dane podtrzymywały dobre nastroje na globalnych rynkach akcji. Ten tydzień będzie zdominowany przez publikacje, dotyczące wyników poszczególnych spółek w USA.
W pierwszym tygodniu styczna nastąpiło umocnienie złotego. Po przerwie sylwestrowej kurs EUR/PLN spadł poniżej wartości 3,9000, idąc w dół w ciągu kilku kolejnych dni i osiągając w piątek pułap 3,8480, który pamiętamy z kwietnia ur. Najbliższe wsparcie dla notowań EUR/PLN znajduje się na poziomie zeszłego minimum, w rejonie 3,8240 zł za euro.
Na pierwsze zwiększenie obrotów na giełdzie w tym roku musieliśmy czekać aż do piątku. Taka kolej rzeczy jest tym bardziej zaskakująca, że po wolnym czwartku należało raczej spodziewać się braku aktywności wśród handlujących. Już w pierwszych godzinach notować WIG20 rozpoczął walkę o odzyskanie poziomu 2700 pkt. Ten cel został osiągnięty na chwilę. Dzień zakończył się jednak podobnie, co dwa poprzednie, przewagą podaży.
Podczas ostatniej, zeszłorocznej sesji nastąpiło odreagowanie surowców po wcześniejszej zwyżce, które było kontynuowane w poniedziałek. Wzrost notowań surowców został dodatkowo wzmocniony przez umocnienie dolara amerykańskiego.
Wczoraj wieczorem złoty umocnił się. Kurs EUR/PLN poszedł w dół, w okolice 3,8850, USD/PLN znalazło się pod poziomem 2,92, CHF/PLN – 3,07. Była to reakcja na wypowiedź M. Belka dla agencji Reutera. Prezes NBP zapowiedział m.in. zbliżający się cykl podwyżek stóp procentowych w naszym kraju.
Dziś na warszawskiej giełdzie wszyscy zapomnieli o poniedziałkowym optymizmie. Notowania WIG20 poszły ostro w dół. Również DAX nie wykazywał szczególnie dobrego zachowania, a na Wall Street, w reakcji na publikację dobrych wskaźników makroekonomicznych, odnotowano spadki.
Pierwsza noworoczna sesja przyniosła dwie zasadnicze zmiany. Po pierwsze nastąpiła zmiana godzin pracy giełdy. Po drugie od stycznia stosowany jest inny sposób obliczania obrotów na GPW.
Ostatni tydzień roku 2010 był skąpy, jeśli chodzi o publikacje makroekonomiczne. Najbardziej interesujące wśród wskaźników makro były dane na temat gospodarki USA, zaś w Polsce – rządowy projekt reformy systemu emerytalnego. Przewidywania na najbliższą przyszłość są dość mgliste.
Zawsze na początku miesiąca ukazują się publikacje wskaźników wyprzedzających koniunktury. W II połowie 2010 r. odczyty PMI w Europie i ISM w Ameryce nie pozostawały bez wpływu na nastroje inwestorów, którzy odnosili się do nich z dużą przezornością, z uwagi na pogorszenie się sytuacji gospodarczej.
Ostatnia sesja w roku 2010 nikogo nie zaskoczyła. Nieznacznie spadły notowania indeksów na GOW. Chociaż czas handlu był krótszy niż zazwyczaj, obroty wyniosły nieco ponad miliard złotych.
Największy dochód przyniosły spółki chemiczne, deweloperzy wywołali uczucie zawodu. W branży chemicznej zyski przekroczyły aż 60%, ale już w drugiej inwestorzy musieli pogodzić się z około 6-proc. stratą.
Właściciele firm wielokrotnie cierpią na deficyt wolnego czasu. Czy wobec tego, przedsiębiorcy w ogóle powinni myśleć o inwestowaniu na giełdzie?
Znane są już warunki emisji detalicznych obligacji Skarbu Państwa w styczniu. Klienci indywidualni będą mieli do wyboru cztery rodzaje obligacji z oprocentowaniem od 3,85 proc. do 5,25 proc. w pierwszym roku odsetkowym.
Inwestorzy mają do wyboru już ponad 400 spółek, obecnych na giełdzie w stolicy. W 2010 r. na warszawskiej giełdzie zadebiutowały 34 firmy. Kilka z nich, PZU, Tauron i GPW, miało bardzo dobre notowania.
W grudniu IKEF osiągnął rekordową jak dotychczas wartość 28,4 punktów. Najwięcej ekspertów, bo 40,2%, spodziewało się poprawy koniunktury w ciągu najbliższych sześciu miesięcy.
Pierwszy tydzień po świętach rozpoczął się od zwyżki kursu EUR/PLN. Osiągnęła ona w końcu poziom 3,9900, po zwiększeniu z 3,9600. Trudno wytłumaczyć, dlaczego nastąpił taki ruch. Najsensowniejszym powodem wydaje się zmniejszenie płynności rynkowej.
Informacje, które napłynęły we wtorek z USA, są gorsze niż oczekiwano. Pogorszyły się nastroje konsumentów, a ceny domów też nie są zgodne z oczekiwaniami. Aktywność inwestorów spadła do minimum, przez co nie ma co liczyć na bardziej zdecydowane ruchy.
Rynek bije rekordy pod względem bierności. Fakt, że londyńska giełda była znowu zamknięta, odbijał się na handlu i aktywności inwestorów. Przez cały okres trwania sesji WIG20 był minimalnie na plus, ledwo podlegając jakimkolwiek zmianom.
W poniedziałek wieczorem rentowność długoterminowych obligacji rządu USA obniżyła się. Dolar nie musiał długo czekać, aby odczuć skutki takiego stanu rzeczy. Kurs dolara poszedł w dół. Widoczne to było w notowaniach EUR/USD, GBP/USD, a zwłaszcza USD/JPY.
Pierwsza poświąteczna sesja przyniosła realizację zysków na rynkach akcji. Dotknęło to nieznacznie warszawską giełdę. Nie bez znaczenia pozostaje nieobecność londyńskich inwestorów. Obroty na GPW nie były wysokie i wyniosły zaledwie ok. 800 mln zł.
W zeszłym tygodniu pierwszy raz od maja nastąpił odpływ pieniędzy z akcyjnych funduszy akcji lokujących na rynkach wschodzących. Budzi on niepokój, który łagodzą pozytywne nastroje, utrzymujące się na rynku ryzykownych aktywów.
Nie każdy zastanawia się nad tym, kiedy jest najlepiej uregulować podatek od zysków giełdowych. Każdy inwestor do końca kwietnia musi złożyć złożyć w Urzędzie Skarbowym deklarację PIT 38 i zapłacić podatek.
Inwestorom zdecydowanie udzielił się świąteczny nastrój. Dziś odbędzie się ostatnia przed Świętami sesja giełdowa, więc nikt nie kwapi się do podejmowania ryzykownych decyzji.
Dzisiejszy dzień na rynku walutowym można zaliczyć do tych z kategorii nieciekawych. Konsolidacja eurodolara w rejonach 200-sesyjnej średniej ruchomej utrzymuje się, ograniczając ruch spadkowy.
Ryzykowne aktywa nadal cieszą się dużą popularnością. Mimo że w piątek dolar umacniał się, to skorelowane z nim przeciwnie towary nie tylko zyskiwały na wartości, ale także pięły się do góry. Tymczasem Nouriel Roubini, który przewidział wybuch ostatniego kryzysu gospodarczego, zadłużył się na penthouse o wartości 5,5 USD.
W listopadzie produkcja budowlano-montażowa zwiększyła się o 10,9% w skali roku, biorąc pod uwagę czynniki sezonowe. Jednocześnie był to pierwszy w tym roku dwucyfrowy wzrost. W październiku wyniósł on 9,7%.