Kategorie

Nieruchomości, Giełda

Zapisz się na newsletter
Zobacz przykładowy newsletter
Zapisz się
Wpisz poprawny e-mail
Ekonomiści oczekują dziś korekty danych o PKB USA w II kwartale do 1,4% z podawanych miesiąc temu 2,5%. Redukują też prognozy na kolejne kwartały. Ponadto już tylko 21% analityków oczekuje wzrostu cen domów w Stanach Zjednoczonych w tym roku. Tymczasem rosną ceny domów w Kanadzie.
Nie zmieniły się stopy procentowe na Węgrzech i główna z nich nadal wynosi 5,25%. Dziś stóp nie ruszy zapewne także nasza RPP (główna stopa w Polsce wynosi 3,5%). Co jeszcze? W ocenach ekspertów fatalna sytuacja na rynku nieruchomości w USA może wpędzić tamtejszą gospodarkę w ponowną recesję.
Ekonomiści oczekują, że inflacja bazowa liczona przez NBP obniży się w lipcu do 1,3%, kontynuując trend obserwowany od początku roku. Z kolei w USA wartość nieruchomości komercyjnych spadła w czerwcu o 4% w stosunku do maja i był to regres największy od niemal roku – wynika z indeksu Moody’s/REAL Commercial Property Price.
Niemieckie obligacje 30-letnie były wyceniane wczoraj po raz pierwszy z rentownością poniżej 3%. To oznacza, że są one rekordowo drogie. Tymczasem roczna dynamika produkcji przemysłowej w naszym kraju spadła w lipcu z 14,3% do 10,3%, nieco więcej niż oczekiwano, ale ekonomiści nie wiążą z tym większych zagrożeń.
Ekonomiści ostrzegają, że w kolejnych miesiącach dane o produkcji przemysłowej w USA mogą nie być już tak dobre jak ostatnie z lipca. Dodatkowo segment budownictwa jednorodzinnego w USA jest szczególnie słaby. Liczba nowych inwestycji w nim spadła w lipcu do 432 tys. w skali roku, poziomu najniższego od maja zeszłego roku.
Rynki przyniosły nam dobrą i złą wiadomość. Dobrą jest obniżająca się inflacja w Polsce, która sprzyja wzrostowi realnego funduszu płac, co zaś jest korzystne dla przyszłych wydatków konsumpcyjnych. Złą z kolei są pierwsze sierpniowe dane, które niestety potwierdziły słabnięcie koniunktury w amerykańskiej gospodarce.
Kolejne wiadomości wskazują na osłabienie brytyjskiego rynku nieruchomości i zapowiadają trudniejsze czasy dla niego. Z kolei wysoki odczyt czerwcowego PMI podnosi oczekiwania względem danych o produkcji przemysłowej za ten okres.
Początek tego tygodnia na rynkach finansowych potwierdza kruchość nastrojów. Wystarczyła rewizja kwietniowych danych o aktywności w chińskiej gospodarce, by tamtejsza giełda mocno straciła i popsuła atmosferę na europejskich rynkach.
Według ankiety Bloomberga analitycy spodziewają w przyszłym roku wzrostu amerykańskiej gospodarki o 2,9%, czyli mniej niż wynosiły szacunki przed miesiącem, gdy wzrost ten oceniano na 3,1%.
Rozgrywka polityczna na Węgrzech, w ramach której ze strony rządowej pojawiło się ostrzeżenie przed możliwą powtórką w tym kraju greckiego scenariusza (czyli de facto pojawienie się groźby niewypłacalności) stała się nieoczekiwanie kluczowym wydarzeniem w skali globalnej.
Spodziewane cięcia budżetowe w Wielkiej Brytanii powodują spadek nastrojów konsumentów do poziomu najniższego od 5 miesięcy.
Podczas ostatnich sesji giełdowych na Wall Street znacznie pogorszyła się atmosfera inwestorów. Indeks S&P500 znalazł się w piątek na wysokości lutowego dołka, co w naturalny sposób sprzyjało odbiciu.
Duże zaangażowanie europejskich banków w obligacje państw których wypłacalność stoi pod znakiem zapytania budzi coraz większe obawy analityków branży bankowej.
Na rynkach finansowych narasta przewrażliwienie w sprawie potencjalnych problemów z finansami publicznymi w kolejnych krajach.
Rozszerza się strach przed powtórzeniem się kłopotów z finansami publicznymi, z jakimi od tygodni boryka się Grecja, w innych częściach świata.
Rada Polityki Pieniężnej raczej nie podejmie decyzji o podwyższeniu stóp procentowych, dla rynku ważniejszy jednak może być komunikat rady określający politykę pieniężną w najbliższych miesiącach.
Jeżeli obecny tydzień zakończy się wzrostem indeksów na warszawskiej giełdzie, będzie to rekord tygodniowych wzrostów na naszym parkiecie. To piękny prezent dla inwestorów na 19 urodziny GPW.
Trwa dobra passa na warszawskim parkiecie. Mam y już za sobą 9 tygodni nieprzerwanych wzrostów. Coraz częściej mówi się o nadchodzącej korekcie notowań.
Malejąca zmienność indeksów giełdowych w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy oznaczała nadchodzącą korektę. Inwestorzy coraz częściej zaczynają mówić o nadchodzącym spadku notowań.
Mimo tragedii narodowej i tragicznej śmierci najważniejszych osób w państwie, w tym prezesa NBP Sławomira Skrzypka, rynki finansowe muszą pracować. Nie widać też specjalnej reakcji rynku walutowego i warszawskiej giełdy.
Z szacunków Organizacji współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), skupiającej najbogatsze państwa świata, wynika, że w trzech pierwszych miesiącach tego roku tempo ożywienia gospodarczego krajów zaliczanych do G7 znacząco wyhamowało w porównaniu z IV kwartałem 2009 r.
Rynek amerykańskich obligacji nie schodzi z pola widzenia dużej części inwestorów. Jego perspektywy są dyskutowane nie tylko przez pryzmat podaży papierów skarbowych i wiarygodności emitentów, ale również w kontekście potencjalnego popytu. Z tego punktu widzenia ważne są rosnące rezerwy walutowe na świecie.
Największy wpływ na indeksy giełd europejskich będzie miał marcowy odczyt indeksów PMI dla sektora przemysłowego oraz usług. Dla Niemiec ten wskaźnik wyprzedzający koniunktury zaskoczył pozytywnie i podniósł się wyraźnie w porównaniu z lutym. To dobrze rokuje dla całej strefy euro.
Obecny tydzień jest kolejnym, w którym nie ma zbyt wiele istotnych publikacji makroekonomicznych. To sprzyja falowaniu nastrojów na rynkach finansowych, ale przemawia przeciwko rozstrzygnięciom niepewnej sytuacji.
Najmniejszy wzrost od roku lutowych wskaźników wyprzedzających koniunktury w Stanach Zjednoczonych jest sygnałem, że tempo ożywienia tamtejszej gospodarki hamuje. Wskaźniki są tak skonstruowane, by dawać obraz koniunktury w perspektywie kolejnych 3-6 miesięcy.
Giełdowy tydzień zaczął się w taki sposób, jak można było z największym prawdopodobieństwem zakładać. Rynek poszedł trochę w dół, ale nie na tle, by zmienić układ sił na parkiecie.
Wraz z dzisiejszą publikacją lutowej inflacji w Polsce rozpoczyna się okres, w którym poznamy dużą ilość danych o kondycji naszej gospodarki w drugim miesiącu tego roku.
Właśnie minął rok od momentu ustanowienia przez amerykański i globalny rynek akcji dołków bessy. Przez ten czas nie tylko bardzo mocno w górę poszły indeksy na świecie, ale również diametralnie odmieniło się spojrzenie inwestorów.
Inwestorzy zgodnie z tradycją pierwszego piątku miesiąca wyczekiwać będą dziś na raport z amerykańskiego rynku pracy. Nie wydaje się jednak, żeby mógł ich zaskoczyć.
W nowy miesiąc giełdowy wkraczamy wiedząc, że rynko akcji odrabianie strat po przecenie z przełomu stycznia i lutego przychodzi z oporem. Trzeba to traktować jako objaw słabości rynków. Pozostają one wyraźnie pod wpływem sygnałów sprzedaży, jakie zostały wygenerowane w trakcie tamtych spadków. Jednocześnie środek ciężkości myślenia o akcjach przeniósł się z bieżących wiadomości na wyobrażenia dotyczące tego co może przynieść przyszłość.
Inwestorzy z zainteresowaniem będą zapewne dziś przyglądać się danym o styczniowej inflacji w strefie euro. Dynamika wzrostu cen wciąż jeszcze nie jest na takim poziomie, by niepokoić.
W kontekście lutowego badania koniunktury w naszej gospodarce, jak również styczniowych danych sprzedaży detalicznej i bezrobocia, zrozumiała staje się słabość warszawskiego parkietu w ostatnim czasie.
Inwestycja w nieruchomości nie zawsze wymaga posiadania bardzo wysokiej kwoty. Wystarczy ok. 60 zł i posiadanie rachunku maklerskiego, aby na giełdzie kupić certyfikat funduszu inwestującego w nieruchomości. Ich kursy są obecnie na bardzo niskim poziomie, a różnica w porównaniu z oficjalną wyceną rekordowo wysoka. Certyfikaty funduszy zarządzanych przez BPH TFI można nawet kupić znacznie poniżej ceny emisyjnej.
Instytucje finansowe oferują coraz bardziej wyrafinowane sposoby inwestowania. Dają ochronę kapitału i jednocześnie kuszą perspektywą czerpania zysków z rynków giełdowych, surowcowych czy nieruchomości.