Kategorie

Giełda, Stopy procentowe

Zapisz się na newsletter
Zobacz przykładowy newsletter
Zapisz się
Wpisz poprawny e-mail
RPP pozostawiła wszystkie stopy procentowe bez zmian. Co to oznacza dla przedsiębiorców?
Przeciętna polska rodzina na obsługę nowo zaciąganego kredytu wydaje coraz mniejszą część swojego wynagrodzenia. Indeks Obciążenia Hipotecznego (IOH) sporządzany przez Dom Kredytowy Notus osiągnął swoje minima i na koniec 2013 roku wynosił 27,05%. W skali roku spadł on o 5,69 p.p., a przyczyniły się do tego głównie decyzje Rady Polityki Pieniężnej o obniżeniu stóp procentowych. W kosekwencji spadł koszt kredytu i wysokość płaconych rat.
Tylko co trzecia lokata strukturyzowana przyniosła zysk. Średnio na lokacie strukturyzowanej, zakończonej w styczniu lub lutym 2012 r., można było zarobić tylko 1,13 proc. Eksperci uważają, że z lokatami strukturyzowanymi nie było tak źle od trzech lat.
W tym roku prawdopodobnie utrzyma się silna presja inflacyjna. Za rosnącą inflacją przemawiają najnowsze dane, świadczące o wzroście cen. Nie tylko prognozy banku centralnego, ale również sytuacja rynkowa wskazują na rosnącą inflację.
Od dłuższego czasu można zaobserwować trend w polityce pieniężnej, polegający na dodruku pieniądza. Banki centralne coraz częściej luzują politykę pieniężną w reakcji na kryzys dłużny strefy euro i odczuwalne skutki spowolnienia gospodarczego. Ponadto zmianę w polityce pieniężnej wprowadziły Chiny.
Handlując obligacjami, fundusz może zarabiać na zmianach ich kursów. Jednocześnie dzięki obligacjom unikamy opłaty dla pośrednika. W zależności od sytuacji rynkowej, jednym razem więcej można zarobić na obligacjach, innym razem – na funduszach obligacji.
W 2011 r. lokowanie pieniędzy w akcjach banków okazało się najmniej opłacalne. Straty, związane z akcjami banków z grupy PIIGS, wyniosły 90-94 proc. Niewiele dobrego można również powiedzieć o akcjach banków niemieckich, francuskich czy amerykańskich.
Rok 2011 był niezwykle trudny dla rynków finansowych. Zwolennicy dywersyfikacji portfela mieli nie lada trudne zadanie, inwestując na rynku finansowym. Rynkowi finansowemu zaszkodziły: kryzys dłużny strefy euro i USA, spowolnienie gospodarcze oraz stosowanie różnej polityki pieniężnej przez poszczególne kraje.
Rynki finansowe coraz bardziej odczuwają widmo recesji gospodarczej w USA i załamania na giełdach. Jakie wrażenie na rynkach finansowych chce wywrzeć Fed? Czy obniżenie rentowności długoterminowych obligacji pomoże rynkom finansowym?
Wczoraj na rynek napłynęły kolejne wieści z Ameryki i Eurolandu. Dane, które poznaliśmy, nie były rewelacyjne, ale nie okazały się również na tyle słabe, żeby zachwiać optymizmem uczestników rynku.
Piątkowe wystąpienie szefa Fed nie dało początku stymulacji amerykańskiej gospodarki. Jednocześnie Ben Bernanke dał do zrozumienia, że Rezerwa Federalna może bez zapowiedzi rozpocząć odpowiednie działania na rynku pieniężnym.
Eksperci potrafią wymienić pojawiające się od wielu miesięcy, ostrzegawcze sygnały na światowych parkietach. Mimo licznych, nie sprzyjających hossie wydarzeń, do maja indeksy radziły sobie dobrze. Czy krach na giełdach może być zaskoczeniem?
Nadzieje inwestorów na poprawę amerykańskiej gospodarki dzięki działaniom szefa Fed przybrały na sile. Na Wall Street utrzymywały się wzrosty, sięgające przeszło 3 proc. Wyraźne odbicie nastąpiło mimo słabych publikacji makroekonomicznych.
W środę dwaj prezesi Rezerwy Federalnej, zupełnie niezależnie od siebie, doszli do wniosku, że zeszłotygodniowa deklaracja Fed, iż stopy procentowe zostaną utrzymane w pobliżu zera przynajmniej do połowy 2013 r., może sprawiać wrażenie, jakby bankowi centralnemu zależało na wzrostach na Wall Street.
Wtorkowy handel rozpoczął się neutralnie, ale wieczorem indeksy podskoczyły w górę. Notowania S&P500 poprawiły się o blisko 3 proc. Jednak w czasach, gdy o zyski nie jest łatwo, uczestnicy rynku chętnie sprzedają w takiej sytuacji akcje.
W poniedziałek wieczorem szwajcarscy ministrowie spotkali się na nieoficjalnym posiedzeniu. Financial Times zasugerował, że dyskutowali oni nad podjęciem nadzwyczajnych działań w celu osłabienia aprecjacji franka. Wczoraj kurs CHF pobił nowe rekordy.
Obniżka ratingu Stanów Zjednoczonych zachwiała rynkiem ryzykownych aktywów. Notowania akcji surowców i obligacji z rynków wschodzących zaliczyły gwałtownie spadki. Decyzja agencji S&P negatywnie odbiła się na papierach korporacyjnych, wysokiego ryzyka i walutach z emerging markets.
Osoby, które myślały, że sytuacja na rynkach jest już naprawdę zła, przekonały się, że może być jeszcze gorzej. W czwartek pesymistyczne nastawienie inwestorów nabrało rozmiarów.
Dzięki porannej interwencji Narodowego Banku Szwajcarii sytuacja na rynku franka poprawiła się, ale tylko chwilowo. Po południu kurs CHF ponownie zaczął piąć się w górę. Do inwestorów zaczęło docierać, że deklaracje SNB, który zapowiedział obniżkę stóp procentowych i wprowadzenie do obiegu 50 mld franków, mogą nie przynieść zadowalających wyników.
Zła passa na rynkach finansowych nabiera coraz większych rozmiarów. Idzie ona w parze z globalnym spowolnieniem gospodarczym i niepokojami, związanymi z niebezpieczeństwem ponownej recesji. Publikacje makroekonomiczne z ostatnich tygodni oraz lipcowe odczyty wskaźników wyprzedzających koniunktury, w połączeniu z kryzysem dłużnym, nie wróżą nic dobrego.
Chociaż w czwartek rano inwestorzy patrzyli z pewną dozą niepokoju na analizę techniczną, seria dobrych informacji pod koniec sesji wsparła popyt. Odcięcie dywidendy od KGHM, które nastąpiło w środę, pomogło niedźwiedziom zepchnąć WIG20 o blisko 30 pkt. Sztuczny dystans, dzielący indeks blue chipów od poziomu 2800 pkt., został jednak zmniejszony.
Podczas wczorajszego dnia na rynku walutowym poziomy par złotowych nie uległy zmianom. Niewielka płynność na forexie jest ściśle związana z absencją amerykańskich inwestorów, którzy świętowali Dzień Niepodległości.
Z powodu obchodów Święta Niepodległości w USA dzisiejszy dzień na giełdzie upływał wyjątkowo spokojnie. Na bardziej zdecydowane zmiany przyjdzie nam poczekać do początku sesji azjatyckiej, a w najgorszym razie – europejskiej.
We wtorek notowania na GPW wypadły słabo na tle zagranicznych parkietów. Nasze indeksy traciły, podczas kiedy inne giełdy wykazały się siłą. WIG testował wsparcie na poziomie 48,8 tys. pkt.
Wydawać by się mogło, że warto uregulować wszystkie zobowiązania przed czasem. Eksperci przypominają, że nie zawsze. Kiedy wcześniejsza spłata kredytu hipotecznego jest opłacalna?
W ostatnim dniu maja WIG znajdował się na niemal identycznym poziomie co pod koniec kwietnia. Eksperci podkreślają, że również indeksy dużych, średnich i małych spółek nie zmieniły znacznie położenia. Czy stopy zwrotu w grupach funduszy polskich akcji były bardzo niskie?
Nic nie zapowiada końca spadków w Nowym Jorku. W Szanghaju parkiet już od kilku tygodni nie może uwolnić się od złej passy. W tym towarzystwie wydaje się, że warszawska GPW prosperuje całkiem dobrze.
Banki centralne Anglii i strefy euro pozostawiły stopy procentowe na niezmienionym poziomie – odpowiednio na 0,5% i 1,25%. Decyzje te były zgodne z oczekiwaniami inwestorów. Zastanawiać może, dlaczego euro straciło na wartości.
Wystąpienie Bena Bernanke rozczarowało inwestorów. Niedługo przed wypowiedzią szefa Fed S&P500 zwyżkował, ale ostatecznie zakończył sesję 0,1 proc. na minusie.
Nie da się już ukryć słabej kondycji amerykańskiej gospodarki. Teraz inwestorzy oczekują wypowiedzi Fed w tej sprawie. Możemy spodziewać się słów, które będą miały na celu uspokojenie sytuacji na rynkach. Taka postawa byłaby po myśli byków.
Poniedziałkowa zwyżka notowań na GPW była przede wszystkim zasługą dobrych notowań PKO BP. Wiosenne szczyty dały wsparcie indeksom WIG i WIG20, ale mimo to niedźwiedzie nie dawały za wygraną. Zmiany cen sprawiały wrażenie chwilowego odbicia, a nie trwalszego ruchu w górę.
Inwestorzy, którzy utrzymują długie pozycje w ryzykownych aktywach, narazili się w środę na duże straty. Wczoraj w nocy na rynek napłynęły niejednoznaczne dane makro z Chin. Był to dopiero początek niekorzystnych publikacji.
Eksperci szukają wyjaśnienia wielkiej skali wyprzedaży surowców w przeszłości. Na rynkach akcji sytuacja sprzyja bykom. Dlaczego drastycznie zmniejszył się apetyt na ryzykowne aktywa?
W ostatnim tygodniu kwietnia najważniejsze dla kursu eurodolara było posiedzenie Fed oraz pierwsza w historii konferencja prasowa po posiedzeniu FOMC z udziałem B. Bernanke. Zdaniem ekspertów amerykański bank centralny pracuje nad poprawą relacji z rynkiem i realizuje cel EBC. Jak ukształtują się stopy procentowe?
W czwartek słabe publikacje makroekonomiczne w USA nie były w stanie powstrzymać tamtejszych indeksów od pobicia rekordów hossy. Czyżby nastąpił okres, w którym złe wieści są brane za dobrą monetę, a dobre – uznawane za nieszkodliwe?
Wczorajsze wystąpienie Bena Bernanke rozwiało wszelkie wątpliwości. Słowa szefa Fed, które padły podczas konferencji po posiedzeniu Rezerwy Federalnej, były skrojone tak, żeby spełnić oczekiwania graczy na zwyżkę.
Dzisiaj, podobnie jak wczoraj, decyzje inwestorów uwarunkowane są wiadomościami, dotyczącymi inflacji. W środę koreański bank centralny przedstawił wyższą prognozę tego wskaźnika, przewidującą, że ceny wzrosną o 3,9%, podczas kiedy wcześniej oczekiwano wzrostu rzędu 3,5%.
Podwyżka stóp procentowych w Eurolandzie nie zrobiła większego wrażenia na inwestorach. Indeks rodzimych blue chipów nie zszedł poniżej 2900 punktów.
Ostatnio na rynkach akcji nastąpiły zwyżki. W konsekwencji odsetek pesymistów na amerykańskim rynku spadł do bardzo niskiego poziomu. Stanowią oni niecałe 16%, jak wynika z ankiety Investors Intelligence.
W drugiej połowie zeszłego tygodnia główna para walutowa znalazła się w przedziale 1,4750-1,4900. Przetestowanie istotnego, psychologicznego oporu na poziomie 1,5000 mogłoby mieć miejsce, ale dane makroekonomiczne, które napłyną na rynek w najbliższych dniach, mają szansę utrzymać kurs EUR/USD w dotychczasowej konsolidacji.
Dobre nastroje na światowych giełdach sprzyjają pobijaniu kolejnych rekordów na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Jeżeli inwestorów nie powstrzyma prawdopodobieństwo podwyższenia stóp procentowych w Polsce i Eurolandzie, czeka nas rajd byków. Tylko czwartkowa decyzja EBC może zniechęcić graczy na zwyżkę.
W piątek najwięcej uwagi inwestorzy poświęcili danym na temat amerykańskiego rynku pracy. Odnotowano zwiększenie liczby etatów w sektorze pozarolniczym o 216 tys., podczas gdy oczekiwano wzrostu na poziomie 190 tys. W marcu Amerykanom udało się również obniżyć stopę bezrobocia do 8,8 proc.
Trudno się dziwić, że optymizm inwestorów, związany ze skutecznie przeprowadzonym atakiem na dom Osamy bin Ladena, przeszedł równie szybko, co pojawił się. Zwyżka notowań dolara okazała się pretekstem do sprzedaży amerykańskiej waluty. Tylko kurs USD/CAD nie podlegał tej regule, co jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę dzisiejsze wybory parlamentarne.
We wtorek, wbrew oczekiwaniom, nastąpił wzrost amerykańskich indeksów. Wszystko wskazuje na to, że dziś podobna sytuacja będzie miała miejsce na europejskich parkietach. Stanie się inaczej, jeżeli poznamy kolejne, złe publikacje.
Do połowy dzisiejszej sesji notowania EUR/USD lawirowały w rejonie 1,4020-1,4080. Jednak jastrzębi komunikat szefa ECB spowodował zdecydowany wzrost wartości euro względem dolara. W rezultacie po godz. 16.00 kurs głównej pary walutowej znajdował się w pobliżu 1,4100.
Eksperci podkreślają, że w zeszłym tygodniu notowania eurodolara podlegały znacznym wahaniom. Przez pierwsze dni utrzymywała się tendencja wzrostowa kursu EUR/USD, zapoczątkowana jeszcze wcześniej, co pozwoliło głównej parze walutowej osiągnąć wartość 1,4249 i znacząco zbliżyć się do szczytu z listopada 2010 roku na poziomie 1,4280. Dlaczego jednak eurodolar odbił potem w dół?
Ponieważ rząd José Sócratesa upadł, agencje ratingowe zaczęły obniżać rating dla Portugalii. W nocy agencja Standard&Poor’s zmieniła ocenę tego państwa z „A minus” do „BBB”, z możliwością zmniejszenia perspektywy o jeszcze jeden poziom po publikacji szczegółowego planu działania, zawartego w Europejskim Mechanizmie Stabilizacyjnym. Wcześniej rating Portugalii został obniżony przez Fitcha z A+ do A-.
Po wczorajszych publikacjach można by wnioskować, że banki centralne nie połączą swoich sił, aby doprowadzić do osłabienia jena. A jednak wczoraj w nocy, podczas wideokonferencji, okazało się, że przedstawiciele państw grupy G-7 są w stanie podjąć współpracę w tej kwestii.
Podczas posiedzenia grupy G7 ministrowie finansów oraz szefowie banków centralnych postanowili wprowadzić środki, zmierzające do osłabienia JPY. Rada Bezpieczeństwa ONZ wprowadziła zakaz lotów nad Libią, co jest równoznaczne z interwencją wojskową w tym kraju.
Treść opublikowanego wczoraj komentarza do posiedzenia FOMC nie była zaskakująca. Richard Fisher i Charles Plosser dostosowali się do większości. Co za tym idzie, przedział wahań dla stopy funduszy federalnych to w dalszym ciągu 0,00-0,25 proc., a wartość programu wykupu długoterminowych obligacji (QE2), który wystartował w listopadzie, nadal opiewa na 600 mld USD.