Kategorie

Giełda, Inflacja

Zapisz się na newsletter
Zobacz przykładowy newsletter
Zapisz się
Wpisz poprawny e-mail
Rośnie niepokój z powodu podwyżek cen. Wyższa niż oczekiwano inflacji w USA wywołała spekulacje wokół terminu, tempa i skali przyszłych podwyżek stóp procentowych wprowadzanych przez Fed), a za tym przykładem mogą podążać inne banki centralne.
W tym roku prawdopodobnie utrzyma się silna presja inflacyjna. Za rosnącą inflacją przemawiają najnowsze dane, świadczące o wzroście cen. Nie tylko prognozy banku centralnego, ale również sytuacja rynkowa wskazują na rosnącą inflację.
Od dłuższego czasu można zaobserwować trend w polityce pieniężnej, polegający na dodruku pieniądza. Banki centralne coraz częściej luzują politykę pieniężną w reakcji na kryzys dłużny strefy euro i odczuwalne skutki spowolnienia gospodarczego. Ponadto zmianę w polityce pieniężnej wprowadziły Chiny.
Rynek akcji wygląda coraz mniej zachęcająco dla inwestorów, co może działać na korzyść nieruchomości wakacyjnych. Nieruchomościom wakacyjnym sprzyja także wysoka inflacja. Te czynniki mogą przesądzić o wzmożonym zainteresowaniu nieruchomościami wakacyjnymi w 2012 roku.
Handlując obligacjami, fundusz może zarabiać na zmianach ich kursów. Jednocześnie dzięki obligacjom unikamy opłaty dla pośrednika. W zależności od sytuacji rynkowej, jednym razem więcej można zarobić na obligacjach, innym razem – na funduszach obligacji.
Prawdopodobnie na złocie będzie można zarabiać do połowy trwającej dekady. Długoterminowy trend wzrostowy cen złotego kruszcu historycznie trwał średnio 14-15 lat. W obawie przed utratą wartości pieniądza inwestorzy coraz częściej zwracają się ku złotu.
W ciągu ostatnich 25 lat obrót nieruchomościami w USA, Wielkiej Brytanii i Australii pozwalał osiągnąć zyski, przekraczające inflację. Eksperci policzyli, że w długim terminie dzięki nieruchomościom można było zarobić porównywalne kwoty z tymi, jakie przyniosłyby inwestycje na giełdzie.
W związku z kryzysem dłużnym na rynku obligacji można zaobserwować sprzeczne ze sobą trendy. Nie tylko obligacje krajów z grupy PIIGS tanieją, ale również papiery Austrii, Belgii czy Francji przechodzą kryzys.
W środę 30 listopada banki centralne z sześciu krajów przygotowały dla rynków ciężki worek pełen dolarów, zwiększając płynność pieniądza. Banki centralne USA, Europy, Anglii, Japonii, Kanady i Szwajcarii obniżyły koszt amerykańskiego długu o 50 punktów bazowych, co przyniosło rynkom niewątpliwą ulgę.
Czy wypłaty z ZUS i składki z otwartych funduszy emerytalnych (OFE) wystarczą na nasze emerytury? Eksperci zwracają uwagę na uzależnienie OFE od sytuacji giełdowej. Przyszli emeryci muszą poszukać dodatkowego zabezpieczenia na przyszłość.
Wczoraj na rynek napłynęły kolejne wieści z Ameryki i Eurolandu. Dane, które poznaliśmy, nie były rewelacyjne, ale nie okazały się również na tyle słabe, żeby zachwiać optymizmem uczestników rynku.
Dziś po południu na giełdach rozpoczęła się walka na noże. Jej skutki były odczuwalne również na rynku FX. Dzień okazał się szczególnie trudny dla walut rynków wschodzących, w tym dla naszego złotego. O godz. 15.50 euro podrożało do ok. 4,18 zł, za dolara płacono powyżej 2,91 zł, a za franka – prawie 3,69 zł.
W środę dwaj prezesi Rezerwy Federalnej, zupełnie niezależnie od siebie, doszli do wniosku, że zeszłotygodniowa deklaracja Fed, iż stopy procentowe zostaną utrzymane w pobliżu zera przynajmniej do połowy 2013 r., może sprawiać wrażenie, jakby bankowi centralnemu zależało na wzrostach na Wall Street.
Eksperci radzą, żeby przeczekać niekorzystną sytuację na parkiecie w banku. Możemy umieścić tam swoje oszczędności i założyć lokatę na 1 albo 3 miesiące. W którym banku oprocentowanie tego typu produktów jest najwyższe?
W poniedziałek wieczorem szwajcarscy ministrowie spotkali się na nieoficjalnym posiedzeniu. Financial Times zasugerował, że dyskutowali oni nad podjęciem nadzwyczajnych działań w celu osłabienia aprecjacji franka. Wczoraj kurs CHF pobił nowe rekordy.
Politycy podjęli wspólne działania, mające na celu ustabilizować sytuację rynkową. W zeszłym tygodniu nastąpiła eskalacja obaw, związanych z kryzysem zadłużenia i gospodarkom po obu stronach Atlantyku grozi gwałtowne spowolnienie koniunktury.
Dzięki porannej interwencji Narodowego Banku Szwajcarii sytuacja na rynku franka poprawiła się, ale tylko chwilowo. Po południu kurs CHF ponownie zaczął piąć się w górę. Do inwestorów zaczęło docierać, że deklaracje SNB, który zapowiedział obniżkę stóp procentowych i wprowadzenie do obiegu 50 mld franków, mogą nie przynieść zadowalających wyników.
Produkty strukturyzowane uważa się na nowoczesne instrumenty na rynku finansowym, które wymykają się jednoznacznym klasyfikacjom. Każdy produkt posiada własną specyfikę. Ekspert pomaga usystematyzować wiedzę na temat produktów strukturyzowanych.
Kryzys zaufania, związany z problemem długów publicznych, coraz częściej daje o sobie znać, toteż czwartkowy wynik JP Morgan, lepszy od konsensusu społecznego, tylko na chwilę poprawił nastroje rynkowe. Podobna sytuacja miała miejsce w środę, kiedy Fed zobowiązało się do dalszego wspierania gospodarki, co tylko na chwilę udobruchało inwestorów.
Sytuacja strefy euro drastycznie pogarsza się. Kryzys jest coraz bardziej odczuwalny w słonecznej Italii, która zajmuje czołowe miejsce pod względem zadłużenia państw, należących do UE. Dług tego kraju wynosi 120 proc. PKB.
Chociaż w czwartek rano inwestorzy patrzyli z pewną dozą niepokoju na analizę techniczną, seria dobrych informacji pod koniec sesji wsparła popyt. Odcięcie dywidendy od KGHM, które nastąpiło w środę, pomogło niedźwiedziom zepchnąć WIG20 o blisko 30 pkt. Sztuczny dystans, dzielący indeks blue chipów od poziomu 2800 pkt., został jednak zmniejszony.
Decyzja Europejskiego Banku Centralnego w kwestii podniesienia stóp procentowych, które poszły w górę o o 25 p.b., osiągając 1,50 proc., była łatwa do przewidzenia. Nie dziwi więc fakt, że początkowo euro nie zareagowało na tę wiadomość. W pierwszych minutach konferencji prasowej z udziałem szefa ECB wspólna waluta w dalszym ciągu taniała.
Przebieg europejskich sesji w czwartek pozwala wczorajszy dzień ochrzcić mianem czarnego. Wczoraj zniżki sięgnęły 2 proc. Nowojorska giełda zdołała stawić opór dalszym spadkom - miejmy nadzieję, że jej śladami podąży Europa.
Czwartkowa sesja na warszawskiej giełdzie rozpoczęła się od spadków, odzwierciedlających słabe nastroje po wczorajszej przecenie w USA. Poprawę notowań na GPW zawdzięczamy krajowemu popytowi. Umożliwił on indeksowi 20 największych spółek akcyjnych powrót do poziomu z poprzedniego zamknięcia.
Już od wielu dni inwestorzy w Polsce zastanawiają się, czy pogarszające się nastroje doprowadzą do zdecydowanej przewagi podaży na GPW. Pytanie to pojawiło się również na początku dzisiejszej sesji. Na coraz mniejszej ilości światowych rynków można bowiem w dalszym ciągu obserwować tegoroczne szczyty.
W środę temperatura wzrosła. Wyż atmosferyczny znad Grecji i „upalne” nastroje przełożyły się na wzrost ciśnienia inwestorów. Nie udało się dojść do porozumienia w kwestii pomocy finansowej dla Aten, w rezultacie indeksy i kurs eurodolara poszły w dół.
W ostatnim dniu maja WIG znajdował się na niemal identycznym poziomie co pod koniec kwietnia. Eksperci podkreślają, że również indeksy dużych, średnich i małych spółek nie zmieniły znacznie położenia. Czy stopy zwrotu w grupach funduszy polskich akcji były bardzo niskie?
Dziś na azjatyckich parkietach można było zaobserwować zwyżki. Jest to szansa, którą powinny wykorzystać byki, przynajmniej na początku dzisiejszych notowań. Druga część sesji uzależniona będzie od publikacji z USA.
Nic nie zapowiada końca spadków w Nowym Jorku. W Szanghaju parkiet już od kilku tygodni nie może uwolnić się od złej passy. W tym towarzystwie wydaje się, że warszawska GPW prosperuje całkiem dobrze.
Utrzymująca się na warszawskiej giełdzie hossa rozpoczęła się w lutym 2009 roku. Eksperci obliczyli, że do końca maja w tym czasie miało miejsce 18 korekt. Czy teraz zbliża się większe odreagowanie?
Wydaje się, że uczestnicy rynku w USA nie wiedzą, czy spadek cen towarów wziąć za dobrą monetę. Świadczy o tym fakt, że we wtorek rynek akcji nie stracił mimo niekorzystnych publikacji gospodarczych. Obawa przed spowolnieniem koniunktury wywołała obniżkę cen surowców, ale jednocześnie stanowi bufor, chroniący przed presją inflacyjną, która z kolei mobilizuje banki do podnoszenia stóp procentowych.
Przez dwa pierwsze tygodnie maja w notowaniach na rynkach akcji uwidacznił się stosunek inwestorów do ryzyka. Eurodolar poszedł w dół o 1,7 procent, zaś indeks CRB powędrował w górę, co w dużej mierze miało związek z odbiciem ropy, jak zauważyli eksperci. Co spowodowała awersja do ryzyka, w połączeniu z drożejącymi cenami amerykańskich obligacji? Uczestnicy rynku bez kozery zaczęli pozbywać się akcji.
Ostatnio na rynkach finansowych nastąpiły znaczne rotacje. Szczególnie dużym wahaniom podlegają notowania srebra, którego ceny zarówno w ciągu ostatnich dni, tygodni, jak i miesięcy były bardzo niestabilne. Najwidoczniej kruszec ten cieszy się szczególnym zainteresowaniem spekulantów.
W czwartek eurodolar nie opuszczał pasma wahań 1,4120 – 1,4235. Przed południem kurs wspólnej waluty tracił na wartości w stosunku do dolara. Przyczyniły się do tego m.in. kiepskie publikacje makroekonomiczne.
Inwestorzy, którzy utrzymują długie pozycje w ryzykownych aktywach, narazili się w środę na duże straty. Wczoraj w nocy na rynek napłynęły niejednoznaczne dane makro z Chin. Był to dopiero początek niekorzystnych publikacji.
Eksperci szukają wyjaśnienia wielkiej skali wyprzedaży surowców w przeszłości. Na rynkach akcji sytuacja sprzyja bykom. Dlaczego drastycznie zmniejszył się apetyt na ryzykowne aktywa?
W ostatnim tygodniu kwietnia najważniejsze dla kursu eurodolara było posiedzenie Fed oraz pierwsza w historii konferencja prasowa po posiedzeniu FOMC z udziałem B. Bernanke. Zdaniem ekspertów amerykański bank centralny pracuje nad poprawą relacji z rynkiem i realizuje cel EBC. Jak ukształtują się stopy procentowe?
Eksperci dostrzegają „garzec pełen monet” za hotelową ścianą. Przy wysokiej inflacji do przeciętnej lokaty trzeba dokładać z własnej kieszeni, za to wynajem mieszkania, a jeszcze lepiej – hotelowego apartamentu – daje dużo lepsze perspektywy na przyszłość. Ile można zarobić na tego rodzaju inwestycjach?
Już wkrótce uncja złota z powodzeniem może osiągnąć wartość 1500 dolarów. 45 dolarów za uncję srebra również wydaje się być realną kwotą.
Dzisiaj, podobnie jak wczoraj, decyzje inwestorów uwarunkowane są wiadomościami, dotyczącymi inflacji. W środę koreański bank centralny przedstawił wyższą prognozę tego wskaźnika, przewidującą, że ceny wzrosną o 3,9%, podczas kiedy wcześniej oczekiwano wzrostu rzędu 3,5%.
W poniedziałek Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozy wzrostu gospodarczego w 2011 r. dla USA, wczoraj możliwość podobnego posunięcia sugerowali członkowie Międzynarodowej Agencji Energii. Nadal są oni zdania, że popyt na ropę naftową zwiększy się w tym roku, ale jednocześnie alarmowali, że ceny powyżej 100 USD za baryłkę są szkodliwe dla globalnej koniunktury.
W drugiej połowie zeszłego tygodnia główna para walutowa znalazła się w przedziale 1,4750-1,4900. Przetestowanie istotnego, psychologicznego oporu na poziomie 1,5000 mogłoby mieć miejsce, ale dane makroekonomiczne, które napłyną na rynek w najbliższych dniach, mają szansę utrzymać kurs EUR/USD w dotychczasowej konsolidacji.
W piątek najwięcej uwagi inwestorzy poświęcili danym na temat amerykańskiego rynku pracy. Odnotowano zwiększenie liczby etatów w sektorze pozarolniczym o 216 tys., podczas gdy oczekiwano wzrostu na poziomie 190 tys. W marcu Amerykanom udało się również obniżyć stopę bezrobocia do 8,8 proc.
Trudno się dziwić, że optymizm inwestorów, związany ze skutecznie przeprowadzonym atakiem na dom Osamy bin Ladena, przeszedł równie szybko, co pojawił się. Zwyżka notowań dolara okazała się pretekstem do sprzedaży amerykańskiej waluty. Tylko kurs USD/CAD nie podlegał tej regule, co jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę dzisiejsze wybory parlamentarne.
Wczoraj amerykańscy inwestorzy na rynkach akcji w Stanach Zjednoczonych i Azji nie mogli narzekać na brak dobrej passy. Od wzrostu chińskiego indeksu SSEC o 0,21%, poprzez zwyżkujący o 0,71% S&P 500 aż po Nikkei 225, który znalazł się 2,64% nad kreską, obserwujemy sygnały, świadczące o poprawie globalnych nastrojów. Natomiast pewnym zaskoczeniem było umocnienie się dolara.
We wtorek, wbrew oczekiwaniom, nastąpił wzrost amerykańskich indeksów. Wszystko wskazuje na to, że dziś podobna sytuacja będzie miała miejsce na europejskich parkietach. Stanie się inaczej, jeżeli poznamy kolejne, złe publikacje.
Do połowy dzisiejszej sesji notowania EUR/USD lawirowały w rejonie 1,4020-1,4080. Jednak jastrzębi komunikat szefa ECB spowodował zdecydowany wzrost wartości euro względem dolara. W rezultacie po godz. 16.00 kurs głównej pary walutowej znajdował się w pobliżu 1,4100.
Eksperci podkreślają, że w zeszłym tygodniu notowania eurodolara podlegały znacznym wahaniom. Przez pierwsze dni utrzymywała się tendencja wzrostowa kursu EUR/USD, zapoczątkowana jeszcze wcześniej, co pozwoliło głównej parze walutowej osiągnąć wartość 1,4249 i znacząco zbliżyć się do szczytu z listopada 2010 roku na poziomie 1,4280. Dlaczego jednak eurodolar odbił potem w dół?
Przeszło połowa biernie oszczędzających osób nie zdołała uchronić swoich funduszy przed inflacją. Jakie decyzje umożliwiłyby podwojenie zysków w ciągu ostatnich 11 lat? Ekspert radzi, którą strategię inwestycyjną wybrać, żeby skutecznie pomnożyć swoje oszczędności.
Przyśpieszenie gospodarcze w strefie euro natrafiło na pierwszą przeszkodę. Wstępny odczyt wskaźników wyprzedzających koniunkturę za marzec świadczy o lekkim regresie. Spadek PMI dla sektora usług oraz przemysłu wyniósł 58,2 pkt., podczas kiedy w lutym indeks ten osiągnął 57,5 pkt.