Kategorie

Giełda, Wskaźniki makro

Zapisz się na newsletter
Zobacz przykładowy newsletter
Zapisz się
Wpisz poprawny e-mail
Poprawa sytuacji na rynkach finansowych sprzyjała funduszom. Najwięcej można było zarobić na funduszach akcji małych i średnich spółek.
Obserwatorzy Giełdy Papierów Wartościowych powinni zauważyć, że tendencje na parkiecie się odwróciły. Do połowy grudnia najlepsze wyniki giełdowe osiągały akcje dużych firm. Teraz duże nadzieje z giełdą mogą wiązać spółki przeceniane do połowy grudnia oraz małe firmy.
2011 r. był ciężki dla polskich firm, zajmujących się budownictwem. Firmy budowlane miały znaczne problemy z pozyskaniem finansowania. Zmiany, związane z budownictwem, są również powiązane z nowymi regulacjami prawnymi.
Obawy rynków o czynniki makroekonomiczne nie pozostają bez znaczenia dla giełdy. Niepewna sytuacja rynkowa oddziaływała na zyski spółek. Kryzys w dalszym ciąga zagraża rynkom finansowym.
Handlując obligacjami, fundusz może zarabiać na zmianach ich kursów. Jednocześnie dzięki obligacjom unikamy opłaty dla pośrednika. W zależności od sytuacji rynkowej, jednym razem więcej można zarobić na obligacjach, innym razem – na funduszach obligacji.
Niestety inwestorzy zawiedli się na rynkach rozwijających się. Z rynków rozwijających się można wykrzesać duże zyski, ale pod warunkiem, że poprawią się globalne nastroje gospodarcze.
Jeśli nie liczyć kilku egzotycznych parkietów, największe szanse na zakończenie roku na plusie ma giełda w Nowym Jorku. Gorsze są perspektywy dla europejskich inwestorów.
Na rynkach akcji uwidacznia się wzmożony apetyt na ryzyko. W krótkiej perspektywie czasu istotne znaczenie dla rynków finansowych powinny mieć raporty kwartalne takich spółek, jak IBM czy Goldman Sachs. Rynki akcji pozostają ściśle skorelowane z kursami walut.
Rynki finansowe coraz bardziej odczuwają widmo recesji gospodarczej w USA i załamania na giełdach. Jakie wrażenie na rynkach finansowych chce wywrzeć Fed? Czy obniżenie rentowności długoterminowych obligacji pomoże rynkom finansowym?
W środę na większości europejskich parkietów prym wiodły byki. Z grupy giełd, odnotowujących wzrosty, nie wyłamała się również polska GPW. WIG20 zajął miejsce w czołówce najlepszych.
Optymizmu było we wtorek na giełdach mniej, niż dzień wcześniej. Fatalne dane o nastrojach konsumentów za oceanem nie zdołały go jednak zgasić. WIG20 trzymał się wyjątkowo dobrze.
Piątkowe notowania giełdowych indeksów podporządkowane były wystąpieniu Bena Bernanke, które miało miejsce o godz. 16.00. Tego dnia na rynek napłynęły także istotne publikacje makroekonomiczne ze Szwajcarii i Wielkiej Brytanii.
Po dzisiejszym wystąpieniu Bena Bernanke można spodziewać się wszystkiego – zarówno worka z prezentami, jak i kota w worku. Jaką niespodziankę naszykuje inwestorom szef FED?
W dzień przed długo oczekiwanym wystąpieniem Bena Bernanke inwestorów nie niepokoiły żadne negatywne publikacje makroekonomiczne. Uczestnicy rynku liczą na to, że szef Fed zaproponuje podjęcie działań, które pozwoliłyby skutecznie stymulować amerykańską gospodarkę.
Nadzieje inwestorów na poprawę amerykańskiej gospodarki dzięki działaniom szefa Fed przybrały na sile. Na Wall Street utrzymywały się wzrosty, sięgające przeszło 3 proc. Wyraźne odbicie nastąpiło mimo słabych publikacji makroekonomicznych.
We wtorek zwyżka kontraktów na amerykańskie indeksy wywołała optymizm w Europie. Niestety dobre nastroje na parkietach nie utrzymały się długo. WIG20 po raz kolejny dołączył do grona najsłabszych indeksów.
Po emocjach z poprzedniego tygodnia dzisiaj uczestnicy rynku mieli chwilę, żeby odetchnąć. Indeks naszych dwudziestu największych spółek rozpoczął dzień na niewielkim minusie, ale w krótkim czasie WIG20 zdołał odrobić straty. Sytuacja unormowała się.
Już trzy tygodnie z rzędu na światowych giełdach dominują spadki. Na tle wskaźników giełdowych indeks największych dwudziestu polskich spółek radził sobie nie najgorzej. W ciągu pięciu ostatnich sesji stracił łącznie mniej niż 3,5 proc.
W czwartek na europejskich parkietach utrzymywały się wyjątkowo złe nastroje. Warszawa znalazła się w czołówce spadkowiczów. W niektórych momentach WIG20 tracił 9 proc.
W środę dwaj prezesi Rezerwy Federalnej, zupełnie niezależnie od siebie, doszli do wniosku, że zeszłotygodniowa deklaracja Fed, iż stopy procentowe zostaną utrzymane w pobliżu zera przynajmniej do połowy 2013 r., może sprawiać wrażenie, jakby bankowi centralnemu zależało na wzrostach na Wall Street.
Przez cztery dni inwestorzy nie wychodzili z rollercoasteru. Jest szansa, że teraz będą mogli odetchnąć. Wahania indeksów o 4-5 proc. mogą doprowadzić do rozstroju żołądka.
Osoby, które myślały, że sytuacja na rynkach jest już naprawdę zła, przekonały się, że może być jeszcze gorzej. W czwartek pesymistyczne nastawienie inwestorów nabrało rozmiarów.
Liderzy amerykańskich partii ustalili w niedzielę, jaki ma być plan, zmierzający do redukcji zadłużenia. Przed nami głosowanie w Kongresie, które nie będzie tylko formalnością. Reakcja na azjatyckich parkietach sugeruje, że w dniu dzisiejszym możemy spodziewać się silnych wzrostów.
Demokraci i Republikanie mają coraz mniej czasu na podjęcie wiążących decyzji w kwestii podniesienia limitu zadłużenia Ameryki. Przyzwolenie na taką decyzję jest, ale konsensusu brakuje, toteż nastroje na rynkach mogą stać się bardziej nerwowe.
We wtorek inwestorzy w Nowym Jorku nie mogli narzekać na brak powodów do optymizmu. Poprawiła się sytuacja na rynku nieruchomości, firmy osiągają dobre wyniki a negocjacje, dotyczące limitu zadłużenia, posuwają się do przodu. Czynniki te przyczyniły się do znacznych wzrostów na giełdzie.
Dzisiaj miało się rozstrzygnąć to, czy po największej, tegorocznej przecenie znajdą się chętni na ulokowanie swojego kapitału na giełdzie. Początek sesji przebiegał pomyślnie dla WIG20 – indeks dwudziestu największych spółek zdołał dotrzeć do 2700 pkt. Niestety nie udało mu się trwale przełamać tej bariery i przez resztę dnia zaliczał spadki.
Najświeższe dane z amerykańskiego rynku pracy zawiodły inwestorów. Na przekór prognozom ADP wypadły bardzo źle. Nie trudno więc zrozumieć, dlaczego giełdy doznały małego wstrząsu.
Chociaż w czwartek rano inwestorzy patrzyli z pewną dozą niepokoju na analizę techniczną, seria dobrych informacji pod koniec sesji wsparła popyt. Odcięcie dywidendy od KGHM, które nastąpiło w środę, pomogło niedźwiedziom zepchnąć WIG20 o blisko 30 pkt. Sztuczny dystans, dzielący indeks blue chipów od poziomu 2800 pkt., został jednak zmniejszony.
Jak tylko zostało osiągnięte porozumienie w kwestii Grecji, na horyzoncie pojawił się następny kandydat na chłopca do bicia. Jest nim Portugalia. Nie tyle jednak należy obawiać się reakcji na obniżenie ratingu tego kraju, co publikacji zza oceanu.
Z powodu obchodów Święta Niepodległości w USA dzisiejszy dzień na giełdzie upływał wyjątkowo spokojnie. Na bardziej zdecydowane zmiany przyjdzie nam poczekać do początku sesji azjatyckiej, a w najgorszym razie – europejskiej.
4 lipca Amerykanie obchodzą Dzień Niepodległości, toteż tamtejsze rynki były nieczynne. Z tego powodu aktywność inwestorów została poważnie ograniczona, a obroty na giełdzie okazały się minimalne. Również nasz parkiet poddał się ogólnie panującemu marazmowi.
Wskaźnik aktywności amerykańskiego przemysłu poszedł zdecydowanie w górę. Chociaż taki wynik nie spowoduje zwrotu w gospodarce USA, może on zostać zinterpretowany przez byki jako sygnał do działania.
Piątkowa sesja na giełdzie zdominowana była przez dwa tematy. Po przyjęciu przez Grecję programu oszczędnościowego, w czwartek inwestorom dopisały pozytywne nastroje, które utrzymywały się również dzisiaj. Atmosferę potęgowały umiarkowanie dobre publikacje makroekonomiczne.
We wtorek w centrum zainteresowania inwestorów znajdują się dwie kwestie. Po pierwsze, za dwa dni w USA dobiegnie końca program luzowania ilościowego QE2. Po drugie, raport GFK, ilustrujący nastroje niemieckich konsumentów, miał pozytywny wydźwięk.
W ciągu najbliższych dni uczestnicy rynku będą uważnie przyglądać się Grecji. Na giełdzie w Nowym Jorku inwestorzy chyba już wzięli sobie do serca problemy finansowe Aten. Reakcja na brak porozumienia w kwestii greckiej może być odczuwalna również na innych rynkach.
Dzień wolny od pracy w Polsce sprawił, że nie zwracaliśmy przez moment uwagi na rynki finansowe. Tymczasem kurs franka pokonał z impetem poziom 1,20 i nie spoczął na tym osiągnięciu, co skutkuje nowymi rekordami złotego. W czwartek za franka płacono nawet 3,39 – i to nie tylko z powodu siły szwajcarskiej waluty, ale także ze względu na mniejszą płynność na rynku polskiego złotego.
Na godz. 20.15 zaplanowano konferencję prasową z udziałem Bena Bernanke. Szef Fed prawdopodobnie zapewni o pozostawieniu w obiegu pieniędzy, które wprowadzono w ramach stymulującego gospodarkę programu QE2. Kierunek dotychczasowej polityki monetarnej powinien zostać utrzymany w łagodniejszej wersji – nastąpi reinwestycja odsetek.
W poniedziałek indeksy na amerykańskiej giełdzie zwyżkowały, co może sugerować chęć większego odreagowania. Przejawy optymizmu dało się zaobserwować na azjatyckich parkietach – jego oznak zaczęto również wypatrywać w Europie.
Łatwo można było przewidzieć, że odnotowane w piątek zwyżki na WIG20 nastąpiły w konsekwencji rozliczania instrumentów pochodnych. Faktycznie, zwyżkujący indeks blue chipów nie miał nic wspólnego z realnym popytem. Notowania z końca tygodnia okazały się być efektem czysto technicznego zabiegu.
W maju nastąpiły spadki na rynku funduszy hedgingowych. Eksperci tłumaczą to pogorszeniem koniunktury na giełdach. Które fundusze uzyskały najwyższą stopę zwrotu we wspomnianym okresie?
Cztery razy do roku przychodzi czas na rozliczenie instrumentów pochodnych. Taki dzień miał miejsce podczas piątkowej sesji, co automatycznie było przyczyną większych obrotów i zmienności indeksów. Mimo to dzisiejsze notowania nie są istotne.
W środę temperatura wzrosła. Wyż atmosferyczny znad Grecji i „upalne” nastroje przełożyły się na wzrost ciśnienia inwestorów. Nie udało się dojść do porozumienia w kwestii pomocy finansowej dla Aten, w rezultacie indeksy i kurs eurodolara poszły w dół.
We wtorek miały miejsce znaczne wzrosty, zarówno na giełdach europejskich, jak i na Wall Street. Świadczy to o dużej determinacji byków do obrony rynku. Czy jednak okoliczności są sprzyjające i gracze na zwyżkę zdołają utrzymać swoje pozycje?
W maju nie udało się zarobić przeważającej części tych inwestorów, którzy ulokowali swoje oszczędności w funduszach akcji. Dlaczego bardziej opłacalne okazało się kupno funduszy polskich obligacji? Eksperci wyjaśniają, w co warto było inwestować.
Dziś na azjatyckich parkietach można było zaobserwować zwyżki. Jest to szansa, którą powinny wykorzystać byki, przynajmniej na początku dzisiejszych notowań. Druga część sesji uzależniona będzie od publikacji z USA.
Nic nie zapowiada końca spadków w Nowym Jorku. W Szanghaju parkiet już od kilku tygodni nie może uwolnić się od złej passy. W tym towarzystwie wydaje się, że warszawska GPW prosperuje całkiem dobrze.
Banki centralne Anglii i strefy euro pozostawiły stopy procentowe na niezmienionym poziomie – odpowiednio na 0,5% i 1,25%. Decyzje te były zgodne z oczekiwaniami inwestorów. Zastanawiać może, dlaczego euro straciło na wartości.
Utrzymująca się na warszawskiej giełdzie hossa rozpoczęła się w lutym 2009 roku. Eksperci obliczyli, że do końca maja w tym czasie miało miejsce 18 korekt. Czy teraz zbliża się większe odreagowanie?
Od stycznia 2008 Stany Zjednoczone zdołały odzyskać zaledwie 20 proc. utraconych miejsc pracy. Przeszło 45% bezrobotnych od ok. 7 miesięcy nie może znaleźć zatrudnienia. Takie wyniki raportu z amerykańskiego rynku pracy poznaliśmy w piątek o godz. 14.30.
Nie da się już ukryć słabej kondycji amerykańskiej gospodarki. Teraz inwestorzy oczekują wypowiedzi Fed w tej sprawie. Możemy spodziewać się słów, które będą miały na celu uspokojenie sytuacji na rynkach. Taka postawa byłaby po myśli byków.