Kategorie

Giełda

Zapisz się na newsletter
Zobacz przykładowy newsletter
Zapisz się
Wpisz poprawny e-mail
Przed publikacją informacji o stopie bezrobocia w strefie euro na światowych rynkach akcji przeważali optymiści. W Australii bank centralny po raz kolejny podniósł stopy procentowe.
Rynki próbowały dziś otrząsnąć się po „przygodzie” z Dubai World, ale z różnym skutkiem. W Azji mieliśmy do czynienia z małą euforią, w Europie było znacznie gorzej. Za wyjątkiem Warszawy i Budapesztu, gdzie przez większą część dnia indeksy całkiem przyzwoicie zyskiwały. W Warszawie jednak obroty były dramatycznie niskie, najniższe od początku października.
Rząd Emiratów Arabskich umywa ręce i twierdzi, że choć Dubai World jest agencją rządową, to jej zadłużenie nie jest gwarantowane przez państwo. W Europie ceny spadały akcji, ale nie u nas.
W poniedziałek inwestorzy otrząsnęli się z ubiegłotygodniowego szoku wywołanego kłopotami dubajskiej agencji rządowej. Kupowano akcje, pozbywano się amerykańskich obligacji i dolarów.
Paniczną reakcję części inwestorów z początku dzisiejszej sesji wyraźnie wykorzystali ci, którzy wierzą we wzrosty, Świętego Mikołaja i dobrą passę na rynkach, przynajmniej do końca roku. Może uznali, że po kolejnej spadkowej korekcie czas na większe odbicie i ponowny atak na szczyt. Czy mieli rację, okaże się wkrótce.
Sezon świątecznych zakupów rozpoczyna się na dobre. Inwestorom giełdowym, koniec roku także kojarzy się z zakupami. Grudniowe wzrosty na giełdzie nazywane są Rajdem Świętego Mikołaja. Czy zwiększona sprzedaż przełoży się na notowania giełdowych spółek handlowych?
Po czwartkowych, najsilniejszych od kwietnia, spadkach europejskich indeksów, w piątek inwestorzy w Azji masowo pozbywali się akcji. NIKKEI stracił na wartości 3,2 proc., a Hang Seng aż 4,7 proc.
Światowe indeksy giełdowe znajdują się w okolicy lokalnych szczytów. W czwartek o poprawę notowań będzie trudno - za sprawą Dnia Dziękczynienia nie należy liczyć na kapitał z USA.
Wydarzeniem dnia jest wzrost notowań euro powyżej 1,50 USD, co można interpretować jako wybicie z dwumiesięcznej konsolidacji i zachętę do zakupów akcji. Rynki były innego zdania.
W przeciwieństwie do podobnego posunięcia australijskiego banku centralnego, głównym argumentem Banku Wietnamu nie jest stłumienie inflacji, ale powstrzymanie kapitału od odpływu za granicę.
Realizacja zysków w Azji i niższe oczekiwania odnośnie PKB w Stanach Zjednoczonych mogą skłonić inwestorów w Europie do realizacji zysków na rynkach akcji.
Dobry początek dnia i wielogodzinny marazm - to obrazek charakterystyczny dziś dla niemal wszystkich europejskich parkietów. Optymizm był efektem gry „pod” odbicie na Wall Street, a stabilizacja notowań - wynikiem oczekiwania na potwierdzenie tej nadziei. Szczęśliwie dla byków, nadzieja zaczęła nabierać coraz bardziej wyraźnych kształtów jeszcze przed rozpoczęciem handlu za oceanem.
Według analityków dane z wtórnego rynku nieruchomości w USA oraz indeksy nastrojów europejskich przedsiębiorców powinny wykazać wzrost.
Podczas piątkowych notowań, przez większa część sesji przeważał optymizm, jednak pod koniec dnia został on mocno przytemperowany. Sesję kończyliśmy na plusie - wbrew spadkom na większości rynków europejskich i przede wszystkim wbrew zniżkującym indeksom za oceanem. Ta odporność wydaje się jednak nieco „podejrzana”, jeśli zauważyć, że dziwnym trafem pojawiła się pod koniec dnia także w Budapeszcie i Pradze.
Bank Gospodarstwa Krajowego sprzedał na przetargu zorganizowanym przez NBP obligacje na rzecz Krajowego Funduszu Drogowego. Łączna wartość sprzedanych 9-letnich obligacji o oprocentowaniu 6,25 proc. wyniosła 1,242 mld zł przy popycie wynoszącym 2,197 mld zł.
Czwartek był kolejnym dniem oddalania się od niedawno ustanowionych szczytów w kierunku korzystnym dla niedźwiedzi. Pesymistyczne nastroje panowały w całej Europie, a kontrakty na amerykańskie indeksy stanowiły dla nich istotne wsparcie.
Okazało się, że odporność inwestorów na złe informacje, demonstrowana od ubiegłego piątku, ma jednak swoje granice. Informacje o liczbie wydanych pozwoleń na budowę domów w Stanach Zjednoczonych (552 tys.) i liczbie rozpoczętych budów domów (529 tys.), mocno rozczarowały. Obie wielkości były znacznie niższe, niż się spodziewano.
Inwestorzy ochłonęli dziś po poniedziałkowych emocjach. Podaż jednak nie była w stanie wykorzystać słabości byków i zdobyć wyraźnej przewagi.
Inwestorzy na Wall Street demonstrują odporność na nie najlepsze informacje już drugą sesję z rzędu. Reszta giełdowego świata podąża posłusznie z nimi. Nowe szczyty trwającej od wiosny tendencji zwyżkowej już nikogo nie szokują. Nikt też nie zastanawia się nad korektą. Spadki to już przeszłość.
Piątkowa sesja, podobnie jak poprzednia, nie przyniosła nadmiaru emocji. O ile jednak w czwartek obraz rynku na warszawskie giełdzie był dzięki końcowemu fixingowi całkiem byczy, to zakończenie ostatniej sesji tygodnia widok ten popsuło. Nie na tyle jednak, by pogrzebać nadzieje na dalsze wzrosty w najbliższych dniach. Szanse byków i niedźwiedzi wydają się jednak wyrównane.
Piątkowa sesja, podobnie jak poprzednia, nie przyniosła nadmiaru emocji. O ile jednak w czwartek obraz rynku na warszawskie giełdzie był dzięki końcowemu fixingowi całkiem byczy, to zakończenie ostatniej sesji tygodnia widok ten popsuło. Nie na tyle jednak, by pogrzebać nadzieje na dalsze wzrosty w najbliższych dniach. Szanse byków i niedźwiedzi wydają się jednak wyrównane.
Kolejny dzień upłynął inwestorom na niemal wszystkich parkietach w kompletnym uśpieniu. Zmiany wartości indeksów były w większości przypadków symboliczne. Można było sądzić, że świat zamarł w oczekiwaniu na dane dotyczące kondycji amerykańskiego rynku pracy.
Najgorsze czasy dla funduszy inwestycyjnych już minęły. Jednak odbudowywanie ich pozycji sprzed kilkunastu miesięcy potrwa jeszcze dość długo. Wartość ulokowanych w nich pieniędzy była na koniec października o jedną czwartą wyższa niż przed rokiem i wynosiła 88,7 mld zł. Ale do rekordowego poziomu z października 2007 r., sięgającego 145 mld zł, wciąż jeszcze daleko.
W spokojnych nastrojach przebiega początkowa część czwartkowych notowań na warszawskim parkiecie. WIG zaczął na minusie, ale gdy tylko niewielkie plusy pojawiły się na dojrzałych parkietach europejskich, też wyszedł ponad kreskę.
Wszystko wskazuje na to, że nie tylko pamięć inwestorów jest krótka, ale i horyzont, z jakim patrzą w przyszłość, nie jest zbyt odległy. To nie do inwestorów trzeba jednak mieć pretensje. Oni w większości zachowują się racjonalnie, choć jedni bardziej, a inni mniej.
Największe zmiany przyniósł początek notowań. Minusowe otwarcie szybko zostało zastąpione wspinaczką pod kątem 80 stopni i WIG20 zyskał blisko 50 pkt od dziennego dołka do drugiego śniadania.
Większość giełdowych indeksów „zakotwiczyła” w okolicach wczorajszego zamknięcia i konsekwentnie dotrwała w tej pozycji do końca dnia. To dość zastanawiające, że ten marazm dotyczył niemal wszystkich rynków na świecie.
Rosnąca liczba dużych transakcji fuzji i przejęć zawieranych na zagranicznym rynku może świadczyć o coraz większej wierze korporacji w koniec recesji.
Zmienności ciąg dalszy, tak w trzech słowach można określić sytuacje na warszawskim parkiecie – podaje zespół doradców finansowych Xelion w raporcie tygodniowym.
Debiut praw do akcji Polskiej Grupy Energetycznej był niewątpliwie jednym z najważniejszych wydarzeń dzisiejszej sesji w Warszawie. Jednak, mimo sporego, 13 proc. wzrostu ich notowań w porównaniu do ceny emisyjnej, rynek żył „swoim” życiem, by nie powiedzieć, że pozostawał w cieniu debiutu.
Do giełd internetowych trafiają nieistniejące i spłacone już wierzytelności. Wierzyciel nie ma obowiązku przedstawiania dokumentów potwierdzających istnienie długów.
Inwestorzy na naszym parkiecie nie przejmowali się dziś nadmiernie kiepskimi nastrojami, panującymi na innych giełdach. Widać, że z determinacją dążą do przerwania spadkowej serii i na razie ta sztuka im się udaje. Martwią tylko bardzo niskie obroty, utrzymujące się od kilku dni. Zmagania popytu z podażą nie są też tym samym w pełni miarodajne.
Spora dawka danych makroekonomicznych i decyzje banków centralnych sprawia, że w czwartek inwestorzy nie powinni narzekać na rynkową monotonię.
Po siedmiu dniach trwania spadkowej korekty, dziś popyt był nieco bardziej odważny. Trzeba jednak przyznać, że to raczej zasługa dość biernej postawy niedźwiedzi. Nie próbowały one mocniej przyciskać, nie było chęci do wyprzedaży akcji. Można było odnieść wrażenie, że obie strony rynku czekają na jakiś impuls.
Hitem miesiąca były fundusze inwestujące na rynku surowców. Zyski w dalszym ciągu przynosiły też fundusze akcji rynków wschodzących.
Październik nie był okresem łatwych zysków. Choć większość grup funduszy przyniosło zyski, to w żadnym przypadku nie przekroczyły 1%. Najlepiej zaprezentowały się fundusze akcji polskich, które dały zarobić 0,9%. Na drugim biegunie znalazły się podmioty lokujące w małe i średnie spółki, które zakończyły miesiąc z 1,9-proc. stratą
Nastroje na giełdowych parkietach są coraz gorsze. Niewiele pomagają już dobre dane płynące z gospodarki. Widać, że inwestorzy tracą cierpliwość i stają się coraz bardziej nerwowi.
Piątkowe spadki na Wall Street wywarły złe wrażenie na warszawskich inwestorach. Podczas poniedziałkowej sesji spadkowa tendencja utrzymywała się przez cały dzień.
Ministerstwo Finansów dokonało wyboru Dealerów Skarbowych Papierów Wartościowych (DSPW) na 2010 rok.
Przecena, jaka przetoczyła się w piątek przez amerykański rynek, nie zrobiła zbyt dużego wrażenia w początkach dzisiejszej sesji na Starym Kontynencie. Początkowa część notowań przebiega w spokojnym nastroju.
Trzeci tydzień października był najlepszym od blisko dwóch lat pod względem napływu kapitału do funduszy inwestujących w krajach rynków wschodzących. Coraz chętniej pieniądze lokowane są w naszym regionie.
Inwestorzy zastanawiają się, czy wczorajsza poprawa nastrojów na światowych giełdach przerodzi się w trwałą tendencję, czy jednak zwyżka jest jedynie ruchem powrotnym do sierpniowego szczytu, który najpierw w minionym tygodniu został pokonany, a następnie w tym tygodniu ten pozytywny sygnał został zanegowany.
We wrześniu br. spadek sprzedaży detalicznej w Niemczech wyniósł 3,9 proc., podczas gdy ekonomiści prognozowali, że wskaźnik ten wyniesie 2,2 proc. – podaje Łukasz Wróbel, analityk rynków finansowych Open Finance.
Powód do takiego, a nie innego zachowania rynku zawsze się znajdzie. Znalazł się i teraz. Wczoraj spadek indeksu cen domów i wskaźnik nastrojów konsumentów, dziś spadek liczby wniosków o kredyt hipoteczny i liczby sprzedanych domów. Jutro żaden powód może już nie być potrzebny. Wystarczy świadomość, że mamy korektę.
Piątkowe rekordy warszawska giełda ustanawiała na przekór kiepskim notowaniom na Wall Street. Dziś płaciła za to „karę”, choć jej wymiar nie był zbyt wysoki. Nie pomagało nam bardzo optymistyczne rozpoczęcie sesji za oceanem. Okazało się, że nasi inwestorzy znów wykazali się niezłym wyczuciem, bo nastroje ich amerykańskich kolegów szybko się pogorszyły.
Najświeższe dane o przepływach globalnego kapitału wykazały, że w tygodniu zakończonym 21 października fundusze akcji z rynków wschodzących pozyskały kolejne 4,9 mld USD. To najwyższa kwota od grudnia 2007 r.
Ochłodzenie nastrojów na giełdowych parkietach nie trwało długo. Wczoraj wieczorem na Wall Street znów do głosu doszli kupujący, co pozwoliło na zamknięcie się indeksów na plusach.
Nie jest to co prawda żadne odkrycie, skoro WIG20 ustanawia rekordy każdego kolejnego dnia tygodnia, rzecz tylko w tym, że dziś mniej jest niepewności w tej tezie.
Mimo wczorajszych spadków za oceanem, kiepskiej sesji w Azji i fatalnych nastrojów na europejskich parkietach, warszawska giełda wykazywała wyjątkową siłę. Nie była ona tak wielka, by doprowadzić do wzrostu indeksów, ale na tle „globalnego” pesymizmu byki zachowywały się bardzo odważnie.
Dzisiejsze zachowanie rynków na świecie jest kolejnym dowodem na to, jak duży wpływ na bieg zdarzeń ma kondycja amerykańskiego parkietu – mówi Krzysztof Stępień, mówi główny ekonomista Expander.