REKLAMA

REKLAMA

Kategorie
Zaloguj się

Zarejestruj się

Proszę podać poprawny adres e-mail Hasło musi zawierać min. 3 znaki i max. 12 znaków
* - pole obowiązkowe
Przypomnij hasło
Witaj
Usuń konto
Aktualizacja danych
  Informacja
Twoje dane będą wykorzystywane do certyfikatów.

Opcje walutowe - o co w tym wszystkim chodzi?

Jacek Folga
Dymnicki Marcin
inforCMS

REKLAMA

REKLAMA

Temat opcji walutowych stał się w ostatnich miesiącach jednym z tematów najczęściej pojawiających się w mediach gospodarczych oraz na posiedzeniach zarządów wielu przedsiębiorstw. Gwałtowne osłabienie złotego przyniosło duże straty kilkuset czy nawet kilku tysiącom przedsiębiorstw, które obstawiały dalsze wzmocnienie naszej waluty.

Pomijając kwestię, kto jest, a kto nie jest winny miliardowych strat tych przedsiębiorstw, postaramy się odpowiedzieć na pytanie, czy małe i średnie przedsiębiorstwa powinny korzystać z opcji walutowych, czy może z innych instrumentów finansowych.

REKLAMA

REKLAMA

Opcja walutowa to prawo do nabycia bądź sprzedaży waluty po określonym z góry kursie. Dla uproszczenia będziemy omawiać zarządzanie ryzykiem walutowym u eksportera. Importera dotyczą te same zasady, tylko zamiast sprzedać, musi walutę kupić. Przykład: eksporter ma otrzymać za pół roku milion euro za sprzedaż swoich wyrobów. Przedsiębiorca może oczywiście nic nie robić i cierpliwie czekać przez te pół roku, tylko że do momentu, gdy dostanie walutę i ją sprzeda bankowi, nie wie, ile dostanie za nią złotych, a przez to nie jest w stanie zaplanować przepływów pieniężnych oraz ocenić rentowności kontraktu.

Przedsiębiorca nie musi oczywiście biernie czekać. Może np. kupić w banku opcję, czyli prawo sprzedaży euro po ustalonym z góry kursie. Na przykład kurs bieżący (w języku bankowym kurs spot) wynosi 4 zł, a kurs dla opcji, która zostanie rozliczona za pół roku - 4,1 zł. Główną zaletą opcji i jej najważniejszą charakterystyką jest to, że kupujący opcję może ją wykorzystać, ale nie musi. To znaczy, że jeżeli euro będzie droższe niż 4,1 zł, to eksporter nie musi wykorzystać opcji i może sprzedać euro dowolnemu bankowi po wyższym kursie. Natomiast jeśli euro będzie słabsze niż 4,1 zł, to eksporter wykorzysta przysługujące mu prawo i sprzeda walutę bankowi, który sprzedał mu opcję właśnie po 4,1 zł. Całe ryzyko ponosi więc sprzedający opcję, bo jeśli kurs w dacie rozliczenia wyniesie 3,1 zł, bank straci na transakcji 1 zł na każdym euro.

Jak na razie zakup opcji ma dla eksportera same zalety, czyli musi się pojawić pytanie, gdzie tkwi haczyk. Ukrytego haczyka nie ma. Opcja jest po prostu droga. Tak atrakcyjne prawo musi sporo kosztować. Jeśli kosztuje kilka czy kilkanaście procent wartości kwoty, na jaką opiewa, to znaczy, że eksporter te kilka czy kilkanaście procent musi zdjąć sobie z marży, na której operuje. Niejednokrotnie te procenty decydują o tym, czy sprzedawane towary i usługi przynoszą zysk czy stratę. Należy jednak podkreślić, że przedsiębiorca, kupując opcję, wie, ile za nią płaci i za ile w najgorszym wypadku sprzeda walutę obcą, więc nie ma tu ryzyka straty większej niż cena zapłacona za opcję.

REKLAMA

Kontrakty zakupu opcji nie powodują strat, o których czytamy w prasie. Możliwe straty, i to często bardzo duże, pojawiają się wtedy, gdy przedsiębiorca sprzedaje opcje. Wtedy co prawda to bank jemu płaci atrakcyjną cenę za sprzedawane prawo, czyli z góry można otrzymać kilka, kilkanaście procent wartości kontraktu, ale w zamian przedsiębiorca musi być przygotowany do dostarczenia waluty bankowi za określony czas po określonej w umowie cenie. Jeśli więc przedsiębiorca sprzeda bankowi opcję na zakup miliona euro za pół roku po 4,1 zł, to znaczy, że bank może za pół roku kupić określoną w umowie ilość euro po 4,1 zł. Jeżeli euro za pół roku będzie kosztować 5,1 zł, to przedsiębiorca straci 1 zł na każdym euro. Gdy przedsiębiorca jest eksporterem i zyski realizowane na sprzedaży wyrobów po wyższym kursie w miarę pokrywają zapotrzebowanie na środki potrzebne do rozliczenia strat wynikających z kontraktu z bankiem - nie jest jeszcze źle. Gorzej, gdy za opcjami nie stoją wpływy w danej walucie lub ich kwota jest niewystarczająca. Mamy wtedy do czynienia ze spekulacją, a nie z zabezpieczaniem przepływów finansowych, i straty mogą być ogromne.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Jakie z tego płyną wnioski dla przedsiębiorstw? Po pierwsze same opcje nie są złe. Ich zakup może zmniejszyć ryzyko walutowe, ale za wysoką cenę. Natomiast sprzedaż opcji może doprowadzić do katastrofy. Z tych powodów opcje niekoniecznie są dobrymi instrumentami. Transakcje opcjami mogą mieć sens, ale wymagają praktycznej znajomości tych instrumentów. Duże firmy często zatrudniają w działach zarządzania ryzykiem drogich specjalistów, z doświadczeniem w bankowości. Mniejszych firm po prostu na to nie stać.

Co, jeśli nie opcje?

Na szczęście ryzyko walutowe można zmniejszyć także za pomocą prostszych instrumentów. Pierwszy to zabezpieczenie naturalne, czyli takie, gdzie wpływy i wypływy w danej walucie w miarę się równoważą. Na przykład eksporter potrzebujący kredytu może go zaciągnąć w euro i tak ustalić zapadalność odsetek i rat, żeby data była zbliżona do przewidywanych wpływów ze sprzedaży. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe. Po pierwsze, eksporter może nie potrzebować kredytu. Po drugie, kwota potrzebnego kredytu może być dużo mniejsza od wpływów w euro. Po trzecie, dostępność i cena kredytu w euro mogą utrudniać taką decyzję.

Dużo bardziej praktyczne może być zawarcie z bankiem transakcji walutowej typu forward. Sensem tej transakcji jest umówienie się już dziś z bankiem, po jakim kursie odkupi on określoną ilość waluty po określonym czasie. W przeciwieństwie do opcji transakcja typu forward to nie prawo, lecz obowiązek. Niezależnie od tego, jaki będzie kurs w dacie wykonania kontraktu forward, bank i klient są zobligowani do rozliczenia transakcji.

Wracając do naszego przykładu: jeśli eksporter ma dostać milion euro za pół roku, to może już dziś zawrzeć z bankiem umowę, w której będzie określone, że za pół roku sprzeda bankowi każde euro np. za 4,1 zł. I za te pół roku transakcja zostanie rozliczona, niezależnie od tego, czy kurs bieżący będzie wynosił 3,5 zł czy 4,5 zł, czyli niezależnie od tego, kto zyskuje, a kto traci. Dzięki tej transakcji przedsiębiorca już dziś wie, ile złotych dostanie za pół roku, i może zaplanować swoje przepływy pieniężne i rentowność sprzedaży. Oczywiście jeśli za pół roku kurs będzie wynosił 4,5 zł, eksporter może żałować tej transakcji, ale jej sensem jest ustalenie przyszłego kursu na sztywno, a nie zarabianie na wahaniach kursowych.

Warto też wiedzieć, jak ustala się kurs danej waluty w dacie przyszłej, czyli w naszym przykładzie kurs euro, po którym waluta zostanie sprzedana za pół roku. Otóż zależy on od obecnego kursu, stóp procentowych złotowych i stóp procentowych w strefie euro (a także marży, jaką doliczy do kursu bank, który musi na kontrakcie zarobić). Pomijając marżę banku: jeśli dziś euro kosztuje 4 zł, a stopy procentowe w Polsce są wyższe niż stopy procentowe w strefie euro, wówczas kurs forward euro, czyli kurs w dacie przyszłej, musi być wyższy niż 4 zł. Dlaczego? Dlatego, że transakcją będącą odpowiednikiem sprzedaży euro w kontrakcie forward z terminem za pół roku jest (teoretycznie) pożyczenie w banku euro, zamiana na złote po obecnym kursie oraz ulokowanie złotych na pół roku. Przez te pół roku, gdyby nie zmiana kursu walutowego, wyżej oprocentowany złoty powinien przynieść wyższy zarobek niż koszt niżej oprocentowanego euro. Oczywiście zwykły przedsiębiorca tak łatwo nie ma, bo musi zapłacić prowizję, marże i niekoniecznie wyjdzie na swoje, ale już banki między sobą mogą dokładnie takie transakcje przeprowadzać i to decyduje o przyszłych kursach walut dla kontraktów forward.

Pamiętajmy, co zabezpieczamy

Zarządzanie ryzykiem walutowym wymaga przynajmniej pobieżnej znajomości dostępnych instrumentów finansowych i rodzajów ryzyka z nimi związanych. Jednak przede wszystkim wymaga planowania finansowego. Eksporter zabezpiecza planowane przyszłe wpływy w walucie obcej. Mogą to być kwoty wynikające z zawartych kontraktów, ale w wielu branżach takich kontraktów nie ma. Wtedy należy przygotować zestawienie oczekiwanej sprzedaży w walucie obcej w nadchodzących miesiącach - kluczowe są kwoty oraz daty wpływu na rachunek bankowy. Oczywiście między planami a rzeczywistością zawsze będą odchylenia, ale jeśli okaże się, że rzeczywiste wpływy są kilka procent mniejsze lub większe od planu, to nie będzie katastrofy i zabezpieczenie przed wahaniami kursowymi będzie bardzo skuteczne.

Zabezpieczenie to przeciwieństwo spekulacji

Na koniec warto podkreślić, że przedsiębiorstwa powinny zabezpieczać się przez wahaniami kursowymi, a nie spekulować. Przedsiębiorstwa znają się dobrze na swoim podstawowym biznesie i trudno, żeby znały się równie dobrze na instrumentach finansowych. Dlatego ważne jest, aby firmy skupiały się na podstawowej działalności, w którą są zaangażowane. Instrumenty pochodne nie mogą być stosowane jako ryzykowna gra w celu poprawy wyników. Dzisiaj zarobisz, jutro stracisz, o czym świadczą ostatnie wydarzenia na rynku. Instrumenty pochodne powinny służyć zabezpieczeniu kursu budżetowego. Kurs ten będzie gwarantem osiągnięcia planowanych wyników firmy.

Marcin Dymnicki

Jacek Folga

Źródło: Twój Biznes

Oceń jakość naszego artykułu

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna

Powiedz nam, jak możemy poprawić artykuł.
Zaznacz określenie, które dotyczy przeczytanej treści:
Autopromocja

REKLAMA

QR Code

REKLAMA

Moja firma
Cicha epidemia przeciążenia

Rozmowa z Weroniką Ławniczak, założycielką Instytutu Holispace w Warszawie, o tym, jak podejście do zdrowia liderów zmienia perspektywę zarządzania

Długi leasingowe rosną: 1,32 mld zł do odzyskania. Kto jest liderem dłużników?

Firmy leasingowe muszą odzyskać od nierzetelnych klientów 1,32 mld zł; 13,3 tys. przedsiębiorstw korzystających z leasingu nie reguluje rat w terminie – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów. Największym dłużnikiem leasingodawców są przedsiębiorstwa transportowe.

Ruszył Wykaz KSC. Sprawdź, czy musisz złożyć wniosek

Od 7 maja do 3 października firmy podlegające Krajowemu Systemu Cyberbezpieczeństwa muszą zapisać do Wykazu KSC. Obowiązek dotyczy m.in. sektorów zarządzania usługami ICT (teleinformatycznymi), odprowadzania ścieków, produkcji i dystrybucji żywności. Firmy muszą same ustalić, czy podlegają KSC.

UniCredit próbuje przejąć głównego akcjonariusza mBanku. Berlin mówi "nie"

UniCredit złożył we wtorek ofertę przejęcia niemieckiego Commerzbanku, głównego akcjonariusza mBanku w Polsce. Oferta włoskiego banku jest ważna do 16 czerwca. Państwo niemieckie, posiadające ponad 12 proc. udziałów, sprzeciwia się sprzedaży. Zarówno politycy z Berlina, jak i szeregowi pracownicy banku postrzegają potencjalne przejęcie jako "wrogie".

REKLAMA

Kilkaset listów dziennie i zero miejsca na błąd. Tak naprawdę wygląda praca listonosza

Kilkaset przesyłek dziennie, kilometry w nogach i tylko sekundy na każdą skrzynkę. Praca listonosza to nie spacer z torbą pod pachą – to zawód wymagający koncentracji, planowania i odpowiedzialności. Jak naprawdę wygląda dzień osoby, która codziennie doręcza nam korespondencję?

Korzystają z AI, ale połowa się jej boi – szokujące wyniki badania wśród polskich pracowników o sztucznej inteligencji

Prawie trzy czwarte polskich pracowników umie obsługiwać sztuczną inteligencję. Ale tylko połowa czuje się gotowa na przyszłość zdominowaną przez AI. Co trzeci specjalista widzi w tej technologii więcej zagrożeń niż szans dla swojej kariery. Ekspert od HR nie ma wątpliwości: „Jeśli wdrożysz algorytmy do chaotycznej firmy, otrzymasz szybszy i bardziej zautomatyzowany chaos". Co poszło nie tak?

Coraz bliżej umowy UE - Mercosur. Kto zyska, a kto może stracić?

1 maja 2026 r. wchodzi w życie tymczasowe porozumienie handlowe UE–Mercosur, tworząc rynek liczący 700 mln konsumentów. W polskim biznesie nie widać entuzjazmu. Możliwe zyski widzą branże motoryzacyjna i... spożywcza – podaje w „Rz”.

Nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (KSC) 2026: od 7 maja obowiązkowa samoidentyfikacja i wpis do wykazu KSC, czas tylko do 3 października

To zupełnie nowy obowiązek. Od 7 maja 2026 r. tysiące firm w Polsce są objęte nowymi wymogami cyberbezpieczeństwa i muszą szybko wpisać się do wykazu KSC. To efekt wdrożenia unijnej dyrektywy NIS2. Ministerstwo Cyfryzacji podało instrukcję, ale czasu jest mało: najpierw samoidentyfikacja, dopiero potem wpis. I jeszcze procedury do opracowania i wdrożenia. Zlekceważysz? Zapłacisz, i to słono

REKLAMA

Jednoosobowa działalność gospodarcza czy spółka z o.o.? Czy i kiedy warto dokonać przekształcenia?

Wybór między jednoosobową działalnością gospodarczą (JDG) a spółką z ograniczoną odpowiedzialnością to jeden z najważniejszych dylematów rosnących firm w Polsce. Dotyczy to w szczególności firm, które otwierały swój biznes kilka/kilkanaście lat temu jako JDG, a obecnie z uwagi na skalę lub plany sprzedaży rozważają przekształcenie w spółkę z o.o.

Local content w praktyce. Jak leasing wspiera rozwój polskich firm i ich udział w dużych inwestycjach [GOŚĆ INFOR.PL]

Coraz częściej wraca temat tzw. local content. W skrócie chodzi o to, by duże inwestycje realizowane w Polsce realnie wzmacniały krajowe firmy, a nie tylko zwiększały statystyki gospodarcze. Kluczowe pytanie brzmi: jak sprawić, żeby polskie przedsiębiorstwa mogły nie tylko uczestniczyć w tych projektach, ale robić to stabilnie i na większą skalę? Jedna z odpowiedzi prowadzi do finansowania.

Zapisz się na newsletter
Zakładasz firmę? A może ją rozwijasz? Chcesz jak najbardziej efektywnie prowadzić swój biznes? Z naszym newsletterem będziesz zawsze na bieżąco.
Zaznacz wymagane zgody
loading
Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich
Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj.
success

Potwierdź zapis

Sprawdź maila, żeby potwierdzić swój zapis na newsletter. Jeśli nie widzisz wiadomości, sprawdź folder SPAM w swojej skrzynce.

failure

Coś poszło nie tak

REKLAMA