REKLAMA

REKLAMA

Kategorie
Zaloguj się

Zarejestruj się

Proszę podać poprawny adres e-mail Hasło musi zawierać min. 3 znaki i max. 12 znaków
* - pole obowiązkowe
Przypomnij hasło
Witaj
Usuń konto
Aktualizacja danych
  Informacja
Twoje dane będą wykorzystywane do certyfikatów.

REKLAMA

REKLAMA

Niektóre banki centralne rozpoczęły niebezpieczną grę dewaluacji walut. Takie interwencje mogą być przyczyną spadku zaufania inwestorów do papierowych pieniędzy. Czy może się to przyczynić do wybuchu kryzysu walutowego?

Amerykanie, Japończycy i Szwajcarzy ostatnio robią wszystko, co tylko leży w mocy ich banków centralnych i polityków, aby osłabić własne waluty i poprawić w ten sposób konkurencyjność firm żyjących z eksportu. Bank Japonii zwiększył budżet na zakup obligacji i zapowiedział aktywne przeciwdziałanie deflacji, a gdy to nie pomogło, przystąpił do bezpośredniej wyprzedaży jenów na rynku walutowym. Kilka dni później w podobny sposób zmniejszyć wartość własnej waluty usiłował Szwajcarski Bank Narodowy. Co ciekawe, Amerykanie z Timothym Geithnerem na czele, nie krytykują takich poczynań rozwiniętych gospodarek, ale za to nie pozostawiają suchej nitki na chińskich władzach, które skutecznie nie dopuszczają do zbyt szybkiego osłabienia dolara względem juana.

REKLAMA

REKLAMA

Od częściowego uwolnienia kursu juana względem dolara w sierpniu 2010 roku, chińska waluta umocniła się o mniej niż 2 proc., co według Geithnera jest nieuczciwą walką Chin o utrzymanie konkurencyjnej przewagi eksporterów zalewających świat tanimi produktami. Fakt, że banki centralne z USA, Japonii czy Szwajcarii uczestniczą obecnie w swoistym wyścigu o sprowadzenie kursów własnych walut na jak najniższe poziomy, co mocno niepokoi resztę świata, która do tej pory uznawała jeny, franki i dolary za bliskie synonimy stabilności, przewidywalności i ochrony kapitału. W praktyce prowadzi to do konfliktu interesów pomiędzy krajami posiadającymi wysokie rezerwy walutowe, czyli w obecnych warunkach głównie rynkami wschodzącymi z Chinami, Indiami czy Brazylią na czele, a rządami zadłużonych po uszy największymi gospodarkami świata, które ledwo nadążają za zmianami cywilizacyjnymi. Jeśli połączyć ze sobą kilka pozornie niezależnych wydarzeń z ostatnich tygodni, można dojść do wniosku, że szybko powiększa się grono banków centralnych oraz innych instytucji finansowych nie godzących się na psucie głównych walut rezerwowych.

Polecamy: Waluty on-line

Do zobaczenia na dnie

REKLAMA

Według niektórych, zbiorowa dewaluacja walut jest grą o sumie zerowej, tzn. jeśli jedna waluta traci na wartości, inne stają się relatywnie mocniejsze, więc ostatecznie strata jednych jest korzyścią innych. Być może powyższe stwierdzenie mogło by nawet pretendować do tytułu banału miesiąca, ale obecnie sytuacja jest bardziej skomplikowana, niż może się wydawać. Jeśli do Fedu, Banku Japonii i Szwajcarskiego Banku Narodowego, postanowią wkrótce dołączyć Bank Anglii i Europejski Bank Centralny (co łatwo można sobie wyobrazić, biorąc pod uwagę eksportowy profil gospodarek ciągnących strefę euro), wówczas możliwe, że w ujęciu nominalnym nie dostrzeżemy jakichkolwiek zmian kursów. Przykładowo, gdy amerykański bank centralny zwiększy podaż pieniądza o 10 proc., co w założeniu powinno osłabić dolara, Bank Japonii będzie musiał przelicytować swoich konkurentów i aby zbić w dół kurs jena względem dolara przynajmniej o 1 proc., powinien zwiększyć podaż pieniądza o więcej niż 11 proc.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Jak nie trudno domyślić się, gdy każdy z największych graczy chce „zeszmacić” własną walutę, wówczas kursy względem innych walut przestają odzwierciedlać rzeczywistość. To nie przypadek, że od kilku miesięcy na świecie ceny akcji poruszają się w trendzie bocznym, natomiast drożeje większość namacalnych surowców i towarów rolnych, a złoto jest najdroższe w historii. W ciągu ostatnich trzech miesięcy (do 22 września 2010 roku) pszenica podrożała o 58 proc., cukier o 50 proc., kukurydza o 45 proc., a co najmniej 12 proc. w górę poszły ceny: srebra, soi, ryżu, kawy czy miedzi. Mimo to wzrostu inflacji w USA nie odnotowano.

Lekarstwo na deflację

Historia pokazuje, że osłabienie waluty, chociaż prowadzi do szeregu poważnych problemów, często rozwiązuje inne (i to te, które obecnie są największą bolączką USA). W latach 30. XX wieku, kiedy wszystkie możliwe sposoby na zwalczenie deflacji zawiodły, Franklin Delano Roosevelt, naśladując Wielką Brytanię, doprowadził do dewaluacji dolara o ok. 40 proc. względem złota w latach 1933-34. Osiągnięto to głównie przez zwiększenie podaży pieniądza, zakupy i konfiskatę złota. Inflacja CPI w Stanach Zjednoczonych wzrosła z -10,3 proc. w 1932 roku, do -5,1 proc. w roku 1933, a rok później powróciła do normalnych poziomów i wyniosła 3,4 proc. Gospodarka zaczęła się rozwijać, a rok 1934 na rynku akcji był jednym z najlepszych w historii.

W swoim wykładzie z 2002 roku, zatytułowanym „Deflacja: jak upewnić się, że nie wystąpi tutaj”, Ben Bernanke wskazał, że gdy zerowe stopy procentowe i ilościowe luzowanie polityki pieniężnej nie działają (np. jak za Roosevelta), wartość waluty może zostać obniżona przez zwiększenie podaży pieniądza i zakup innych aktywów niż krajowe obligacje. Inwestorzy na świecie być może jeszcze nie uwzględniają takiego scenariusza, ale można sobie wyobrazić, że Fed zmuszony do skorzystania z rozwiązania ostatniej szansy (wydawania dolarów za granicą), zacznie wymieniać je na surowce albo obligacje nie amerykańskiego rządu, ale np. Irlandii czy Grecji.

Obligacje w juanach

Wracając ze sfery domysłów i przypuszczeń do faktów, widzimy, że niektóre banki centralne, zwłaszcza z azjatyckich rynków wschodzących, nie pozostają bierne wobec psucia podstawowych walut rezerwowych. Kilka dni temu reporterzy dziennika The Financial Times informowali, że Malezja (wraz z innymi mniejszymi bankami centralnymi) zaczęła kupować chińskie obligacje denominowane w juanach. To bezprecedensowy krok w kierunku dywersyfikacji rezerw walutowych przez bank centralny oraz upowszechnienia chińskiej waluty wśród zagranicznych partnerów. Według Dariusza Kowalczyka z Credit Agricole, jest to wyraz wzrostu zaufania do chińskiej waluty i początek efektu domina. Najpierw od dolarów zaczną się odwracać najbliżsi partnerzy Chin, a później tym tropem prawdopodobnie pójdą inne państwa.

Malezyjski bank centralny nie skomentował tego posunięcia, ani nie ujawnił, jaką część rezerw wycenianych na 100 mld USD ulokował w chińskie papiery. Chiny w sierpniu 2010 roku otworzyły dostęp do międzybankowego rynku obligacji dla kilku zagranicznych banków centralnych poprzez linie swapowe o łącznej wartości 120 mld USD. W ubiegłym miesiącu chińskie władze zapewniły, że wkrótce podobne możliwości otrzymają dwa zagraniczne banki Citigroup i HSBC, zatem można przypuszczać, że właśnie obserwujemy formowanie się kuli śniegowej, która za kilka miesięcy może wywołać na rynkach finansowych prawdziwą lawinę i zmianę wielu paradygmatów. Od 2008 roku Chiny zawarły porozumienia mające upowszechnić juana z następującymi państwami: Argentyna, Białoruś, Hong Kong, Islandia, Indonezja, Malezja, Singapur i Korea Południowa. O ile obecność w tym gronie Białorusi i Islandii jest dużym zaskoczeniem, to rola pozostałych partnerów, zwłaszcza Indonezji i Singapuru, nie może być bagatelizowana przez inwestorów śledzących trendy na rynkach wschodzących.

Zobacz także serwis: Inwestycje

Ucieczka w złoto

Innym przykładem reakcji na osłabianie głównych walut rezerwowych jest gromadzenie złota. W ostatnich dniach Bangladesz, kupując od Międzynarodowego Funduszu Walutowego 10 ton złota dołączył do grona innych banków centralnych szukających wiarygodnej ochrony rezerw. Kiedy w 2009 roku MFW zapowiedział, że w celu pozyskania środków na ratowanie zadłużonych gospodarek sprzeda 400 ton złota, część ekspertów prognozowała koniec wieloletniego trendu wzrostowego. W normalnych warunkach taki szok podażowy sprowadziłby szybko w dół cenę złota, ale banki centralne rynków wschodzących błyskawicznie wchłonęły ponad połowę dostępnych zapasów. W październiku 2009 roku Indie, Sri Lanka i Mauritus kupiły od MFW 212 ton złota, po czym fundusz zapowiedział, że pozostałe ok. 191 ton wystawi na sprzedaż w lutym 2010 roku. W kilka miesięcy później poinformowano, że po rynkowych cenach od lutego do czerwca MFW sprzedał kolejne 89 ton złota. We wrześniu 2010 roku cena złota pokonała poziom 1290 USD i znalazła się najwyżej w historii, co z punktu widzenia MFW jest dobrym momentem do upłynnienia pozostałych kilkudziesięciu ton kruszcu. Z najnowszego raportu Wold Gold Council wynika, że popyt na złoto generują obecnie przede wszystkim instytucje finansowe i inwestorzy, którymi kieruje chęć uniezależnienia się od wahań kursów dolara, jena, franka czy możliwego kryzysu walutowego.

Podsumowując, z różnych rynków płyną podobnie niepokojące sygnały. Inwestorzy tracą cierpliwość i odwracają się od papierowych pieniędzy podatnych na manipulację banków centralnych. Dewaluacja jednej waluty względem innych może rozwiązać problem deflacji, ale jeśli wszyscy najwięksi gracze stosują podobną strategię, wówczas trudno przewidzieć, co mogłoby powstrzymać kryzys zaufania i utratę realnej siły nabywczej przez papierowe dolary i resztę rezerwowych walut.

Źródło: INFOR

Oceń jakość naszego artykułu

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna

Powiedz nam, jak możemy poprawić artykuł.
Zaznacz określenie, które dotyczy przeczytanej treści:
Autopromocja

REKLAMA

QR Code

© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.

REKLAMA

Moja firma
Prawie wszystkie kontrole ZUS wykazują błędy w firmach. Jakie nieprawidłowości najczęściej są stwierdzane?

Rośnie skuteczność kontroli ZUS - mimo, że ich liczba spada, inspektorzy wykrywają częściej nieprawidłowości. Jakie błędy zostają zauważone? Nie każdy z nich oznacza próbę obejścia prawa.

MON otwiera rynek dla nowych graczy. Firmy technologiczne ruszają po wojskowe kontrakty

Nowa decyzja MON może ułatwić polskim firmom dostęp do wojskowych zamówień. Z szansy chcą skorzystać producenci gier, spółki kosmiczne i inne firmy technologiczne - podaje „Rz”.

Kupiłeś nieruchomość lub inne istotne aktywa na spółkę z o.o. w organizacji założoną przez S24, a sąd zwrócił wniosek o wpis do KRS. Jakie są skutki prawne?

Zwrot wniosku w S24 może mieć poważniejsze skutki niż się powszechnie wydaje. Spółka z o.o. w organizacji może skutecznie nabywać nieruchomości i inne aktywa jeszcze przed wpisem do KRS. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy sąd zwraca wniosek o rejestrację spółki założonej w systemie S24. W przeciwieństwie do tradycyjnej procedury rejestracyjnej przedsiębiorca nie może po prostu poprawić błędów i kontynuować postępowania. Czy oznacza to, że zawarte umowy są nieważne? Co dzieje się z nieruchomością należącą do spółki? I czy istnieje sposób na zachowanie skutków pierwotnego wniosku?

Firmy nie znajdują pracowników. Skutki sięgają znacznie dalej niż rekrutacja

Braki kadrowe coraz mocniej wpływają na ciągłość działania firm produkcyjnych i logistycznych. 62,6 proc. przedsiębiorstw z tych sektorów odnotowało zakłócenia związane z niedoborem pracowników co najmniej sześć razy w ciągu roku - wynika z raportu przygotowanego przez Gi Group Holding.

REKLAMA

Wygodna sypialnia - dlaczego warto wybrać łóżko 180x200?

Łóżko 180x200 zapewnia każdej osobie 90 cm niezależnej przestrzeni snu, co bezpośrednio podnosi jakość nocnej regeneracji i eliminuje problem wybudzania się partnerów. Wstawienie mebla o tym formacie do pokoju o metrażu 10-14 m² wymaga jednak dokładnego rozplanowania wolnych ciągów komunikacyjnych oraz mebli towarzyszących.

Własna firma? Nie, dziękuję. Aż pięć razy mniej Polaków chciałoby zarabiać prowadząc działalność gospodarczą, a młodzi tego wciąż nie zmieniają

Trzech na 100 Polaków rozważa założenie własnej firmy w ciągu trzech najbliższych lat. To znacząco mniej niż wynosi średnia europejska - 14 procent. Choć młodzi w wielu dziedzinach poprawiają sytuację Polaków względem Europy, to w dziedzinie przedsiębiorczości na to się nie zanosi. Barierą jest otoczenie prawne i finansowe.

Pożyczki tylko dla wybranych. Firmy odrzucają ponad 82 proc. wniosków

Firmy pożyczkowe odrzuciły we wrześniu aż 82,7 proc. wniosków o finansowanie - podaje „PB”. Według gazety wysokość zadłużenia w firmach działających w tzw. szarej strefie wyniosła w ub.r. 5,34 mld zł.

Od 1 stycznia 2027 r. będą obowiązywać tylko kody PKD 2025. Sprawdź, czy Twój kod jest aktualny

Nowa Polska Klasyfikacja Działalności – PKD 2025 obowiązuje od 1 stycznia 2025 r. Osoby prowadzące działalność gospodarczą, których wpisy zawierają stare kody, mogą je dostosować do nowej klasyfikacji samodzielnie i bezpłatnie.

REKLAMA

Polskie startupy tracą dostęp do finansowania. Dane pokazują skalę problemu

Inwestorzy przez trzy kwartały 2026 r. wyłożyli na innowacyjne spółki nad Wisłą tylko 1,3 mld zł, czyli o 13 proc. mniej niż w 2025 r.; branża liczy jednak, że napędem będą projekty dual-use - podaje „Rz”.

Małe firmy z coraz większym niepokojem planują przyszłość: pesymizm przedsiębiorców wrócił do poziomów notowanych w czasach pandemii

Główny wskaźnik Barometru EFL dla sektora MŚP na IV kwartał 2026 roku wyniósł 46 pkt., o 1,8 pkt. mniej niż kwartał wcześniej. To najniższy odczyt od początku pandemii COVID-19, czyli od kwietnia 2020 roku.

Zapisz się na newsletter
Zakładasz firmę? A może ją rozwijasz? Chcesz jak najbardziej efektywnie prowadzić swój biznes? Z naszym newsletterem będziesz zawsze na bieżąco.
Zaznacz wymagane zgody
loading
Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich
Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj.
success

Potwierdź zapis

Sprawdź maila, żeby potwierdzić swój zapis na newsletter. Jeśli nie widzisz wiadomości, sprawdź folder SPAM w swojej skrzynce.

failure

Coś poszło nie tak

REKLAMA