| IFK | IRB | INFORLEX | GAZETA PRAWNA | INFORORGANIZER | APLIKACJA MOBILNA | PRACA W INFOR | SKLEP
reklama
Jesteś tutaj: STRONA GŁÓWNA > Moja firma > Biznes > Finanse > Inwestycje > Rynek finansowy > Raport NWAI, kwiecień 2009

Raport NWAI, kwiecień 2009

Zdecydowana większość inwestorów uznała w kwietniu, iż kres największego kryzysu od czasu zakończenia II wojny światowej jest już bliski. Sądy te bazowały w głównej mierze na wskaźnikach nastrojów, które w ujęciu historycznym stosunkowo dobrze „przewidywały” zbliżające się ożywienie.

Komitet Operacji Otwartego Rynku Fed zdecydował o pozostawieniu stopy funduszy federalny (Fed funds) w przedziale 0-0,25 proc. Podtrzymywana jest retoryka świadcząca, iż sytuacja gospodarcza jest na tyle poważna, iż pozostaną one na takim poziomie jeszcze wiele miesięcy. Zbieżne jest to z oczekiwaniami uczestników rynku, którzy szacują, iż co najmniej do początku 2010 roku Fed nie zdecyduje się na zacieśnianie polityki monetarnej i bardzo prawdopodobne jest, że spodziewana niska dynamika wzrostu gospodarczego powstrzymywać będzie bank centralny przed agresywnym podnoszeniem stóp. Rynek wyraźnie zareagował na deklaracje, iż nie jest przewidziane zwiększanie bilansu Fed. Oznacza to, iż dotychczasowe działania ratunkowe działają opinii jego członków zadowalająco. Można przypuszczać, iż Fed nie widzi rosnących zagrożeń w sektorze bankowym. Zapewne ma on dostęp do danych obrazujących wyniki tzw. testu wrażliwości, które oficjalnie zaprezentowane zostaną 4 maja. Najistotniejsze jest stwierdzenie, iż od ostatniego posiedzenia w marcu, sytuacja gospodarcza w Stanach Zjednoczonych istotnie się poprawiła. Reakcja rynku była najbardziej wyraźna na rynku obligacji rządowych, z których najpopularniejsze 10-letnie silnie zniżkowały. Rentowności tych papierów przekroczyły 3 proc. co jest sygnałem ostrzegawczym dla stabilności budżetowej (ale nie zwiastunem zapaści) i jednocześnie świadczy, że rośnie apetyt na ryzyko wśród inwestorów – wycofują swoje środki z bezpiecznych przystani, jakimi są obligacje rządowe Stanów Zjednoczonych na rzecz szerokiego spektrum instrumentów na świecie oferujących wyższe potencjalne stopy zwrotu.

Brak deklaracji dotyczących ekspansji bilansu Fed ma również wyraźne powiązanie w prognozami dotyczącymi inflacji w Stanach Zjednoczonych. W sytuacji, w której na rynku pojawiają się duże ilości pieniądza, dosłownie poprzez jego dodruk (tym jest Quantitative Easing), powstaje zagrożenie, iż będzie go zbyt wiele w stosunku do ilości oferowanych dóbr i usług w gospodarce. Na przestrzeni 2008 roku bilans Fed zwiększył się z ok. 0,9 biliona do 2,1 bln USD. W sytuacji, gdy bankowcy nie mogą, bądź nie chcą udzielać kredytów, w celu podtrzymania jego ilości w gospodarce na poziomie zapobiegającym depresji, Fed staje się pośrednikiem pełniącym role zwykłego banku komercyjnego. Rozrost bilansu Fed jest ściśle związany z przyrostem bazy monetarnej, czyli ilości gotówki w obiegu i rezerw banków, która osiągnęła poziom 1,7 bln USD. W normalnych warunkach dzięki mnożnikowi kreacji pieniądza, każdy dolar bazy monetarnej może przeistoczyć się w jego wielokrotność, gdy banki posiłkując się nią udzielają kredytów. Mnożnik kreacji pieniądza dziś praktycznie nie działa, mimo iż odmienne wnioski można wysunąć poprzez analizę agregatu pieniężnego M2. Dynamika tego wskaźnika osiągnęła 15,4 proc. r/r. Osiągnęła ona jednak takie wartości w uwagi na istotny wzrost awersji względem ryzyka wśród inwestorów. W obliczu rosnącego ryzyka strat, wolą oni lokować środki w instytucjach objętych rządowymi gwarancjami, stąd taka fala napływu środków, czego obrazem jest właśnie napływ do M2.

Nie należy się spodziewać zatem wzrostu inflacji, ponieważ impuls do niej musiałby nadejść od strony bazy monetarnej określanej mianem agregatu M0. Spodziewać się jednak można sytuacji, w której lepszy klimat makroekonomiczny przełoży się na lepszą dynamikę kredytu (tego z kolei ubyło z gospodarki w 2008 roku o ok. 3 bln USD). Choć z perspektywy monetarystów taka sytuacja niesie zagrożenie w postaci trudnej do okiełznania inflacji, badania wskazują, iż dochodzi do tego w długim terminie. Fed będzie miał zatem dość dużo czasu na odwracanie obecnych procesów, czyli ściąganie nadmiaru pieniądza z rynku. Na tym aspekcie skupia się uwaga analityków. O ile odwracanie transakcji bazujących na obligacjach rządowych nie będzie problemem, o tyle wyprzedawanie obligacji powiązanych z toksycznymi dziś kredytami hipotecznymi może być bardzo utrudnione w przyszłości. Choć luka PKB jest na bardzo wysokim poziomie (realne PKB jest o wiele niżej niż PKB potencjalne) Fed może nie nadążać z usuwaniem pieniądza z rynku, gdy gospodarka wyraźnie się ożywi.

Na chwilę obecną, to jednak obawy w zakresie deflacji dominują. Klimat wokół gospodarki poprawił się jedynie w zakresie wskaźników nastrojów, które czasami mogą dawać mylne sygnały. Faktem jest natomiast, że wskaźnik CPI w marcu zniżkował o 0,1 proc., co implikuje dynamikę w ujęciu rocznym na poziomie -0,4 proc. To jest już deflacja. Niemniej, to ujemne wartości wskaźnika bazowego (nieuwzględniającego cen energii i żywności) są ostatecznym potwierdzeniem zaistnienia tego zjawiska. W tym obszarze ryzyko deflacji jest niskie. Wskaźnik bazowy przyrósł w marcu o 0,2 proc. m/m i 1,8 proc. w ujęciu rocznym. Dopiero bardzo gwałtowne załamanie produkcji i wzrost bezrobocia może wytworzyć na tyle silną presję, by deflacja w sensie definicyjnym stała się faktem.

Pod koniec kwietnia opublikowano dane dotyczące dynamiki PKB w I kwartale bieżącego roku. Spadek o 6,1 proc. okazał się wyraźnie wyższy niż średnia oczekiwań analityków (-4,9 proc) i jednocześnie lepszy niż szacunki wskazujące nawet na 8-procentowy spadek (m.in. Deutsche Bank). Bardzo silnie spadł poziom zapasów (o ponad 100 mld USD), co stanowiło najsilniejszą ujemną kontrybucję dla całego rachunku. Pozytywnie zaskoczył udział wydatków konsumpcyjnych (+2,2 proc.), mimo iż w poprzednim kwartale silnie spadały (-4,3 proc.). Niemal 2 punkty procentowe „dołożył” dodatni efekt netto eksportu, ze względu na fakt, że spada on wyraźnie wolniej niż import. Z uwagi na znaczną skalę rewizji danych w IV kwartale 2008 roku, ekonomiści większą wagę przykładać będą do przyszłomiesięcznego odczytu mogącego zrewidować dane w porównywalnym stopniu co kwartał wcześniej (niektórzy wątpią w skalę przyrostu konsumpcji w ramach ostatniego odczytu). Nie jest również również wykluczone silniejsze ujemne zrewidowanie zapasów, ponieważ w ujęciu historycznym odjęcie 100 mld USD nie jest jeszcze rekordowym poziomem. W zakresie produkcji, której skalę na tym etapie można jedynie szacować przez pryzmat średniej ilości godzin wypracowanych w przemyśle na przestrzeni tygodnia, odnotowano spadek do poziomu poniżej 40. Nie było tu jeszcze wzrostowego ruchu, dlatego można przypuszczać, iż wzrost konsumpcji nadal odbywa się kosztem zmniejszania zapasów a nie przyrostu produkcji.

Rynek pracy w Stanach Zjednoczonych niedługo okazać się może najsłabszym segmentem gospodarki – wokół niego skupia się uwaga analityków, ponieważ obecnie jest on kulą u nogi do wyraźnej poprawy sytuacji gospodarczej. Kolejne 663 tys. etatów (w sektorach poza rolnictwem) zostało usunięte w marcu, po tym jak miesiąc wcześniej odczyt wskaźnika wyniósł -651 tys. Niemniej skala redukcji miejsc pracy okazała się mniejsza niż sądzono. Wskaźnik ADP (skupiający się na segmencie komercyjnym) odznaczył się ujemną dynamiką na poziomie 742 tys., dlatego dla wskaźnika BLS (Bureau of Labour Statistics) oczekiwano również rekordowo słabego odczytu. Stopa bezrobocia osiągnęła 8,5 proc. Pomimo nieco lepszych danych niż oczekiwali analitycy, kryzys na rynku pracy trwa i szacuje się, że do końca roku bezrobocie osiągnie 10 proc. W obszarze świadczeń socjalnych na rzecz bezrobotnych również padł rekord – przekroczona została liczba 6,3 milionów osób, które kontynuują korzystanie z nich.

Pochodną narastającego bezrobocia jest spadająca sprzedaż detaliczna. W marcu jej wskaźnik odznaczył się dynamiką na poziomie -1,1 proc. (+0,3 proc. m/m w lutym). Obraz jest negatywny nawet po wykluczeniu danych o sprzedaży samochodów. W tym ujęciu wskaźnik obniżył się o 0,9 proc.

Podobny pesymizm towarzyszy produkcji przemysłowej, która w marcu obniżyła się o 1,5 proc m/m. Jednocześnie zrewidowano dane za luty. Jak się okazało wtedy również zniżkowała o 1,5 proc. W kontekście przemysłu najbardziej negatywnie prezentuje się obraz wykorzystania mocy wytwórczych, które spadło do 69,3 proc. Pozwala to lepiej uzmysłowić sobie skalę bieżącej recesji i towarzyszącej ujemnej luki PKB. To również determinuje dynamikę cen w gospodarce. Tak trudna sytuacja w przemyśle wznieca oczekiwania deflacyjne.

Pozytywnie zaskoczył ISM w przemyśle, który zwyżkował w marcu o 0,5 pkt. osiągając 36,3 pkt. Mimo że poziomy poniżej 50 nadal wskazują na recesyjne nastroje wśród przedsiębiorców związanych z przemysłem, jest to wyraźny sygnał, iż gospodarka Stanów Zjednoczonych znajduje się blisko fazy stabilizacji. W następstwie oczywiście oczekiwać można ożywienia. Dotychczas wskazywano na pierwszy kwartał 2010 roku, jako okres, w którym ma ono duże szanse zaistnienia. Należy jednak mieć na uwadze, iż powyższy wskaźnik serii łącznie z kilkoma innymi, o równie pozytywnym wymiarze, może sugerować, iż ożywienie W Stanach Zjednoczonych może nadejść już pod koniec roku bieżącego.

Ceny domów obrazowane indeksem Case-Shiller 20 (20 największych metropolii w Stanach Zjednoczonych) spadły w styczniu o 2,8 proc. m/m (-19,0 proc. r/r). Potwierdza to skalę zapaści na tamtejszym rynku nieruchomości, jednak seria danych z lutego i marca pozwala przypuszczać, iż stabilizacja również w sferze indeksu Case-Shiller jest możliwa w tym czasie. W okresie od szczytu wartości (w 2006 roku) do stycznia roku bieżącego indeks osunął się o 29 proc. Oczekuje się, że zejdzie on do -40 proc, co jednoznacznie odsuwa moment nadejścia stabilizacji na rynku. Kubłem zimnej wody po dość optymistycznych sygnałach z rynku nieruchomości w lutym, był odczyt marcowy w kontekście nowych inwestycji budowlanych (mieszkalnych), które spadły o 10,8 proc. (miesiąc wcześniej był to przyrost o 17,2 proc.). Rynek nieruchomości jest cały czas w centrum obecnych zawirowań i w tym obszarze może zostać wyemitowany ostateczny optymistyczny impuls dla gospodarki. To zapaść cen na tym rynku gwałtownie zmniejszyła efekt majątkowy w społeczeństwie, demolując przy okazji bilanse banków. Utraty domów i sparaliżowane banki doprowadziły do załamania konsumpcji i, w następstwie, produkcji. Wówczas impuls zaabsorbował najsilniej rynek pracy, który pogłębia kryzysową spiralę. Przy dążeniu do ożywienia również w obszarze rynku nieruchomości niezbędne jest ustabilizowanie sytuacji. Powszechnie sądzi się, iż ceny jeszcze trochę spadną, by powrócić do wieloletnich średnich, które dobrze obrazowane są w szczególności w relacji do opłat za najem mieszkań. Te drugie w „normalnych” warunkach są wyższe, dlatego rynek nieruchomości będzie można uznać za ustabilizowany w sytuacji, gdy taka relacja powróci. Wówczas dziś kryzysowa spirala napędzić może pozytywne sprzężenie w gospodarce.

reklama

Narzędzia przedsiębiorcy

POLECANE

Dotacje dla firm

reklama

Ostatnio na forum

Fundusze unijne

Pomysł na biznes

Eksperci portalu infor.pl

Zbigniew Nowicki

Członek Zarządu Sembox Sp. z o.o.

Zostań ekspertem portalu Infor.pl »