Kategorie

Giełda, Strefa euro

Zapisz się na newsletter
Zobacz przykładowy newsletter
Zapisz się
Wpisz poprawny e-mail
Rok 2011 był niezwykle trudny dla rynków finansowych. Zwolennicy dywersyfikacji portfela mieli nie lada trudne zadanie, inwestując na rynku finansowym. Rynkowi finansowemu zaszkodziły: kryzys dłużny strefy euro i USA, spowolnienie gospodarcze oraz stosowanie różnej polityki pieniężnej przez poszczególne kraje.
Rynkom finansowym potrzebny jest wzrost gospodarczy – bez niego nie zdołają wyjść z pułapki zadłużenia. Poprawa koniunktury gospodarczej pozwoliłaby zapewnić odpowiednią aktywność na rynku finansowym. Szczególne ryzyko, związane z rynkami finansowymi, wystąpi w pierwszym półroczu.
W związku z kryzysem dłużnym na rynku obligacji można zaobserwować sprzeczne ze sobą trendy. Nie tylko obligacje krajów z grupy PIIGS tanieją, ale również papiery Austrii, Belgii czy Francji przechodzą kryzys.
W środę 30 listopada banki centralne z sześciu krajów przygotowały dla rynków ciężki worek pełen dolarów, zwiększając płynność pieniądza. Banki centralne USA, Europy, Anglii, Japonii, Kanady i Szwajcarii obniżyły koszt amerykańskiego długu o 50 punktów bazowych, co przyniosło rynkom niewątpliwą ulgę.
Jeśli nie liczyć kilku egzotycznych parkietów, największe szanse na zakończenie roku na plusie ma giełda w Nowym Jorku. Gorsze są perspektywy dla europejskich inwestorów.
Na rynkach akcji uwidacznia się wzmożony apetyt na ryzyko. W krótkiej perspektywie czasu istotne znaczenie dla rynków finansowych powinny mieć raporty kwartalne takich spółek, jak IBM czy Goldman Sachs. Rynki akcji pozostają ściśle skorelowane z kursami walut.
W środę na większości europejskich parkietów prym wiodły byki. Z grupy giełd, odnotowujących wzrosty, nie wyłamała się również polska GPW. WIG20 zajął miejsce w czołówce najlepszych.
Wczoraj na rynek napłynęły kolejne wieści z Ameryki i Eurolandu. Dane, które poznaliśmy, nie były rewelacyjne, ale nie okazały się również na tyle słabe, żeby zachwiać optymizmem uczestników rynku.
W poniedziałek rynek akcji charakteryzował się sporą zmiennością. Rano na parkiecie prym wiodły niedźwiedzie, ale bykom szybko udało się przejąć pałeczkę. Postawy inwestorów nie zakłócały ani nowe publikacje makroekonomiczne (takich brakowało), ani istotne doniesienia geopolityczne.
We wtorek napłynęły złe informacje na temat europejskiej gospodarki. Z drugiej strony odnotowano wzrost produkcji za oceanem, zaś agencja Fitch oficjalnie potwierdziła rating Stanów Zjednoczonych. To nie rokuje najlepiej dla uczestników rynku, grających na zwyżkę.
Fala ucieczki od ryzyka zatrzymała się w okolicy weekendu na niecałą dobę. Wczoraj zaangażowanie inwestorów w akcje widocznie zmalało. Uczestnicy rynku zwrócili się masowo w stronę bezpiecznych przystani.
Politycy podjęli wspólne działania, mające na celu ustabilizować sytuację rynkową. W zeszłym tygodniu nastąpiła eskalacja obaw, związanych z kryzysem zadłużenia i gospodarkom po obu stronach Atlantyku grozi gwałtowne spowolnienie koniunktury.
Wiarygodność kredytowa USA od dłuższego czasu budziła wątpliwości inwestorów. Niewątpliwie jednak cięcie ratingu tego kraju ma miejsce w czasie, gdy na rynkach dominują niepewność i strach. Za wzrostem awersji do ryzyka dodatkowo przemawia trudna sytuacja w Europie.
Inwestorzy cały czas zadają sobie pytanie, czy nastroje mogą pogorszyć się jeszcze bardziej? Sytuacja w USA i Szwajcarii wskazuje na to, że mamy do czynienia z trwalszym trendem spadkowym ryzykownych aktywów. Skala wyprzedaży jest jednak większa niż się spodziewano.
Czwartkowe wystąpienie Jean-Claude’a Tricheta nie uspokoiło inwestorów. Nadal pozbywają się oni ryzykownych aktywów. Prezes Europejskiego Banku Centralnego przekonywał, że presja inflacyjna nie jest na tyle silna, aby podnieść stopy procentowe.
Zła passa na rynkach finansowych nabiera coraz większych rozmiarów. Idzie ona w parze z globalnym spowolnieniem gospodarczym i niepokojami, związanymi z niebezpieczeństwem ponownej recesji. Publikacje makroekonomiczne z ostatnich tygodni oraz lipcowe odczyty wskaźników wyprzedzających koniunktury, w połączeniu z kryzysem dłużnym, nie wróżą nic dobrego.
W czerwcu popyt na dobra trwałego użytku w USA spadł niespodziewanie o 2,1 proc. m/m. Bez uwzględnienia transportu wzrost wyniósł jedyne 0,1 proc. Na reakcję na Wall Street nie trzeba było długo czekać – indeksy poszły w dół.
Inwestorzy wyjątkowo racjonalnie podeszli do ustaleń, jakie zapadły podczas europejskiego szczytu. Ogromny optymizm zapanował na greckiej giełdzie. Z dużo większą rezerwą do wyników spotkania na szczycie odniosły się pozostałe, europejskie rynki.
Aż trudno uwierzyć w to, żeby inwestorzy zbagatelizowali informację agencji Fitch, która ostrzegła w piątek, że może obniżyć rating Grecji do poziomu „częściowego bankructwa”. Firma zareagowała w ten sposób na relacje z wczorajszego posiedzenia przedstawicieli państw członkowskich strefy euro. Na szczycie postanowiono, że zostaną przeprowadzone operacje na długu Grecji, również z zaangażowaniem inwestorów prywatnych.
Państwa Eurolandu, razem z sektorem prywatnym, przyznały Grecji 159 mld euro pomocy finansowej. Decyzja, która zapadła podczas czwartkowego spotkania na szczycie, powinna pomóc zaradzić na jakiś czas kłopotom Aten.
Dzisiejsza sesja była bardzo emocjonująca. Najpierw na rynek napłynęła pogłoska, jakoby Merkel i Sarkozy nie poparli opcji opodatkowania banków, co pozwoliłoby uniknąć ogłoszenia „częściowej niewypłacalności” Grecji. W miarę upływu czasu coraz więcej osób, prognozujących wyniki negocjacji, opowiadało się za tym, że da się jednak uniknąć bankructwa.
Sytuacja strefy euro drastycznie pogarsza się. Kryzys jest coraz bardziej odczuwalny w słonecznej Italii, która zajmuje czołowe miejsce pod względem zadłużenia państw, należących do UE. Dług tego kraju wynosi 120 proc. PKB.
Chociaż w czwartek rano inwestorzy patrzyli z pewną dozą niepokoju na analizę techniczną, seria dobrych informacji pod koniec sesji wsparła popyt. Odcięcie dywidendy od KGHM, które nastąpiło w środę, pomogło niedźwiedziom zepchnąć WIG20 o blisko 30 pkt. Sztuczny dystans, dzielący indeks blue chipów od poziomu 2800 pkt., został jednak zmniejszony.
Decyzja Europejskiego Banku Centralnego w kwestii podniesienia stóp procentowych, które poszły w górę o o 25 p.b., osiągając 1,50 proc., była łatwa do przewidzenia. Nie dziwi więc fakt, że początkowo euro nie zareagowało na tę wiadomość. W pierwszych minutach konferencji prasowej z udziałem szefa ECB wspólna waluta w dalszym ciągu taniała.
Obniżenie ratingu Portugalii i podwyżka stóp procentowych w Chinach stały się czynnikami, sprzyjającymi środowej korekcie spadkowej. Oliwy do ognia dolali Amerykanie – odnotowano słabsze dane na temat sektora usług w USA.
Jak tylko zostało osiągnięte porozumienie w kwestii Grecji, na horyzoncie pojawił się następny kandydat na chłopca do bicia. Jest nim Portugalia. Nie tyle jednak należy obawiać się reakcji na obniżenie ratingu tego kraju, co publikacji zza oceanu.
Piątkowa sesja na giełdzie zdominowana była przez dwa tematy. Po przyjęciu przez Grecję programu oszczędnościowego, w czwartek inwestorom dopisały pozytywne nastroje, które utrzymywały się również dzisiaj. Atmosferę potęgowały umiarkowanie dobre publikacje makroekonomiczne.
W poniedziałek zostało zapoczątkowane odreagowanie, które było kontynuowane we wtorek. Odczyt Conference Board wypadł słabiej od oczekiwań. Indeks spadł do 58,5, a nie, jak się spodziewano, do 60,5 pkt.
Przebieg europejskich sesji w czwartek pozwala wczorajszy dzień ochrzcić mianem czarnego. Wczoraj zniżki sięgnęły 2 proc. Nowojorska giełda zdołała stawić opór dalszym spadkom - miejmy nadzieję, że jej śladami podąży Europa.
Na godz. 20.15 zaplanowano konferencję prasową z udziałem Bena Bernanke. Szef Fed prawdopodobnie zapewni o pozostawieniu w obiegu pieniędzy, które wprowadzono w ramach stymulującego gospodarkę programu QE2. Kierunek dotychczasowej polityki monetarnej powinien zostać utrzymany w łagodniejszej wersji – nastąpi reinwestycja odsetek.
Cztery razy do roku przychodzi czas na rozliczenie instrumentów pochodnych. Taki dzień miał miejsce podczas piątkowej sesji, co automatycznie było przyczyną większych obrotów i zmienności indeksów. Mimo to dzisiejsze notowania nie są istotne.
Czwartkowa sesja na warszawskiej giełdzie rozpoczęła się od spadków, odzwierciedlających słabe nastroje po wczorajszej przecenie w USA. Poprawę notowań na GPW zawdzięczamy krajowemu popytowi. Umożliwił on indeksowi 20 największych spółek akcyjnych powrót do poziomu z poprzedniego zamknięcia.
W środę temperatura wzrosła. Wyż atmosferyczny znad Grecji i „upalne” nastroje przełożyły się na wzrost ciśnienia inwestorów. Nie udało się dojść do porozumienia w kwestii pomocy finansowej dla Aten, w rezultacie indeksy i kurs eurodolara poszły w dół.
We wtorek miały miejsce znaczne wzrosty, zarówno na giełdach europejskich, jak i na Wall Street. Świadczy to o dużej determinacji byków do obrony rynku. Czy jednak okoliczności są sprzyjające i gracze na zwyżkę zdołają utrzymać swoje pozycje?
W maju nie udało się zarobić przeważającej części tych inwestorów, którzy ulokowali swoje oszczędności w funduszach akcji. Dlaczego bardziej opłacalne okazało się kupno funduszy polskich obligacji? Eksperci wyjaśniają, w co warto było inwestować.
Banki centralne Anglii i strefy euro pozostawiły stopy procentowe na niezmienionym poziomie – odpowiednio na 0,5% i 1,25%. Decyzje te były zgodne z oczekiwaniami inwestorów. Zastanawiać może, dlaczego euro straciło na wartości.
Wystąpienie Bena Bernanke rozczarowało inwestorów. Niedługo przed wypowiedzią szefa Fed S&P500 zwyżkował, ale ostatecznie zakończył sesję 0,1 proc. na minusie.
W poniedziałek na Wall Street niedźwiedzie dały popalić bykom. Jeżeli Fed nie wykaże się dużą determinacją w ratowaniu amerykańskiej gospodarki, może być ciężko o zmianę układu sił na giełdzie. Sytuacja wyklaruje się po dzisiejszym, wieczornym przemówieniu Bena Bernanke’a.
Od stycznia 2008 Stany Zjednoczone zdołały odzyskać zaledwie 20 proc. utraconych miejsc pracy. Przeszło 45% bezrobotnych od ok. 7 miesięcy nie może znaleźć zatrudnienia. Takie wyniki raportu z amerykańskiego rynku pracy poznaliśmy w piątek o godz. 14.30.
Najważniejszą informacją dnia były dzisiejsze dane na temat amerykańskiego rynku pracy. Spodziewano się 150 tys. nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym, a przybyło ich raptem 54 tys. Mimo to giełdy uchroniły się przed wyższymi spadkami.
Przez dwa pierwsze tygodnie maja w notowaniach na rynkach akcji uwidacznił się stosunek inwestorów do ryzyka. Eurodolar poszedł w dół o 1,7 procent, zaś indeks CRB powędrował w górę, co w dużej mierze miało związek z odbiciem ropy, jak zauważyli eksperci. Co spowodowała awersja do ryzyka, w połączeniu z drożejącymi cenami amerykańskich obligacji? Uczestnicy rynku bez kozery zaczęli pozbywać się akcji.
Inwestorzy z pewnością będą z zainteresowaniem śledzić przebieg dzisiejszego spotkania ministrów finansów strefy euro. Podczas posiedzenia możemy poznać detale, dotyczące pakietów pomocowych dla Portugalii i Grecji.
W czwartek eurodolar nie opuszczał pasma wahań 1,4120 – 1,4235. Przed południem kurs wspólnej waluty tracił na wartości w stosunku do dolara. Przyczyniły się do tego m.in. kiepskie publikacje makroekonomiczne.
W ostatnim tygodniu kwietnia najważniejsze dla kursu eurodolara było posiedzenie Fed oraz pierwsza w historii konferencja prasowa po posiedzeniu FOMC z udziałem B. Bernanke. Zdaniem ekspertów amerykański bank centralny pracuje nad poprawą relacji z rynkiem i realizuje cel EBC. Jak ukształtują się stopy procentowe?
MFW i szefowie Banku Światowego biją na alarm. Ich zdaniem gospodarka nie jest wystarczająco silna, aby wyjść cało z kolejnego kryzysu, a skutki poprzedniego nie zostały jeszcze zniwelowane. Jednocześnie na giełdach mogą zostać pobite nowe rekordy hossy i obserwujemy boom na surowce, sądząc po cenach tych ostatnich.
Podwyżka stóp procentowych w Eurolandzie nie zrobiła większego wrażenia na inwestorach. Indeks rodzimych blue chipów nie zszedł poniżej 2900 punktów.
Tydzień na giełdach zaczął się spokojnie, a byki pozwoliły sobie na odpoczynek po kilku dniach zwyżek. WIG20 doszedł do 2900 punktów, hamując zapędy tej grupy inwestorów.
W drugiej połowie zeszłego tygodnia główna para walutowa znalazła się w przedziale 1,4750-1,4900. Przetestowanie istotnego, psychologicznego oporu na poziomie 1,5000 mogłoby mieć miejsce, ale dane makroekonomiczne, które napłyną na rynek w najbliższych dniach, mają szansę utrzymać kurs EUR/USD w dotychczasowej konsolidacji.
Dobre nastroje na światowych giełdach sprzyjają pobijaniu kolejnych rekordów na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Jeżeli inwestorów nie powstrzyma prawdopodobieństwo podwyższenia stóp procentowych w Polsce i Eurolandzie, czeka nas rajd byków. Tylko czwartkowa decyzja EBC może zniechęcić graczy na zwyżkę.
Przyrost nowych miejsc pracy w Ameryce przewyższył oczekiwania inwestorów. Niemalże wszystkie parkiety przyjęły tę wiadomość jednomyślnie – zwyżkując. Również polskie indeksy, WIG i WIG20, osiągnęły kolejne rekordy hossy.