| IFK | IRB | INFORLEX | GAZETA PRAWNA | INFORORGANIZER | APLIKACJA MOBILNA | PRACA W INFOR | SKLEP
reklama
Jesteś tutaj: STRONA GŁÓWNA > Moja firma > Aktualności > Po zamachach Londyn sparaliżowany, ale raczej spokojny

Po zamachach Londyn sparaliżowany, ale raczej spokojny

 "Już nigdy, naprawdę nigdy więcej nie przyjadę do Londynu" - mówi 60-letnia Carol Taylor, która przyjechała w czwartek rano do stolicy Wielkiej Brytanii odwiedzić siostrę. Miała szczęście - pociąg się spóźnił. Gdy Carol przyjechała z Broadstairs w Kencie na londyńską stację przy Liverpool Street, metro było już zamknięte - trwała ewakuacja.

"Powiedziano mi, że są problemy z napięciem. Dopiero później od ludzi dowiedziałam się o eksplozjach" - mówi wciąż roztrzęsiona kobieta. "Najważniejsze, że jestem cała" - dodaje.



Kilka eksplozji wstrząsnęło w czwartek rano, w godzinach szczytu, londyńskim metrem. Są ofiary śmiertelne i - według różnych relacji - nawet do tysiąca rannych. Pod Liverpool Station wciąż stoją karetki pogotowia. Władze mówią o "skoordynowanym ataku terrorystycznym".



Do wybuchów doszło w pobliżu stacji, m.in. niedaleko londyńskiego City, a także w autobusie w centrum Londynu. Transport w mieście jest sparaliżowany. Zamknięta jest cała sieć metra, nie jeżdżą autobusy w pierwszej, centralnej strefie miasta.



Mieszkańcy Londynu są nad podziw spokojni. Próbują na piechotę dostać się do domów - w strugach deszczu wędrują przez mosty. Sieć telekomunikacyjna jest przeciążona.



W centrum Londynu nie działają telefony komórkowe. Carol czekała w bufecie przy Liverpool Station, przy herbacie na koszt lokalu, wraz z dziesiątkami innych osób - pasażerami, którzy utknęli w drodze, oraz pracownikami londyńskich biur. Budynki w pobliżu stacji, gdzie doszło do eksplozji, zostały ewakuowane, a policja zamknęła większość ulic.



"Jechałem metrem na Old Street. Usłyszeliśmy huk, zwolniliśmy, ale pociąg się nie zatrzymał. Dopiero gdy wyszedłem ze stacji, zobaczyłem wozy policyjne..." - mówi siedzący obok Carol młody człowiek, który pracuje w jednym z biur w centrum Londynu. "Kto to zrobił? Nie wiemy, kto to zrobił. Spytaj tych z G-8" - radzi 44-letni John.



Obecni przy Liverpool Station pracownicy biura prasowego londyńskiego przedsiębiorstwa transportowego nie mogą potwierdzić żadnych informacji o liczbie zabitych i rannych.



"Wiemy tylko, że są ofiary śmiertelne" - przyznają. Ludzie zgromadzeni przed Liverpool Station rozchwytywali popołudniowa gazetę "Evening Standard", która na pierwszej stronie pisze: "Bomby w metrze. Zginęli pasażerowie".



Gazeta zamieszcza relacje naocznych świadków, którzy opisują, jak pasażerowie wybijali okna w zadymionych wagonach. Ludzie, którzy wychodzili ze stacji Russel Square, mieli porozrywane ubrania i czarne od sadzy twarze.



Według dziennikarza ITN Bena Scotchbrooka, który jako jeden z pierwszych dziennikarzy przybył pod Liverpool Station, raczej nie było widać paniki. "Wszyscy byli spokojni. Policja szybko opanowała sytuację. Widziałem może dwie osoby, które były nieco roztrzęsione, ale paniki nie było" - powiedział Scotchbrook.



Kolejnym wyzwaniem dla policji i władz Londynu będzie teraz pomoc londyńczykom w dotarciu do domów. Metro ruszy nieprędko.

reklama

Narzędzia przedsiębiorcy

POLECANE

Dotacje dla firm

reklama

Ostatnio na forum

Fundusze unijne

Pomysł na biznes

Eksperci portalu infor.pl

Karol Walczak

Prawnik

Zostań ekspertem portalu Infor.pl »