| IFK | IRB | INFORLEX | GAZETA PRAWNA | INFORORGANIZER | APLIKACJA MOBILNA | PRACA W INFOR | SKLEP
reklama
Jesteś tutaj: STRONA GŁÓWNA > Moja firma > Biznes > Finanse > Inwestycje > Rynek nieruchomości > Czy warto nie płacić za mieszkanie w trakcie budowy?

Czy warto nie płacić za mieszkanie w trakcie budowy?

Co dwudziesty deweloper pozwala na zapłatę za mieszkanie już po tym, jak lokal powstanie, mimo że umowę podpiszemy na wczesnym etapie realizacji projektu. Kupujący płaci za gotowy produkt, a nie obietnicę jego wybudowania. Dodatkowo taka forma zakupu pozwala na osiągnięcie nawet 100% zysku, gdy mieszkanie zdrożeje jedynie o 10%.

Pomimo oczywistych pozytywów zapłaty za mieszkanie po jego wybudowaniu, należy być też świadomym ewentualnego ryzyka. Dokonując tradycyjnej transakcji na rynku pierwotnym, kupujący od razu wie, na jakie mieszkanie go stać, jakie będzie płacił raty i czy w ogóle dostanie kredyt. - Korzystając z systemu, podejmuje się natomiast ryzyko, że w wyniku zmiany sytuacji materialnej lub warunków rynkowych zdolność kredytowa nie pozwoli na sfinansowanie pozostałej do zapłaty należności za mieszkanie już po jego wybudowaniu – zwraca uwagę Bartosz Jankowski.

Polecamy serwis: Budżet domowy

Systemy 10/90 i podobne pozwalają na skorzystanie z jednej z najbardziej agresywnych form inwestowania w nieruchomości. Polega ona na nabyciu lokalu na rynku pierwotnym i wpłacie jak najmniejszej kwoty przy podpisaniu umowy przedwstępnej oraz dokonaniu cesji, czyli przeniesienia na inną osobę praw do zakupu nieruchomości, przed dopłatą brakującej kwoty. W takiej sytuacji korzysta się z efektu dźwigni finansowej. Można zarówno dużo zarobić, jak i dużo stracić, co obrazuje poniższy przykład.

1. Inwestor podpisuje umowę przedwstępną na lokal o wartości 500 tys. zł, wpłacając zadatek na poziomie 50 tys. zł, czyli w systemie 10/90.
2. Gdyby cena rynkowa nieruchomości wzrosła na przykład o 10%, inwestor może dokonać cesji praw z umowy przed końcem budowy. Przy cenie lokalu na poziomie 550 tys. zł daje to zarobek na poziomie 50 tys. zł, ale choć stanowi to 10% wartości nieruchomości, inwestor zaangażował w tę transakcję tylko 50 tys. zł. Rzeczywisty zarobek byłby na poziomie 100%. Oczywiście, pominięty został wpływ kosztów transakcyjnych i podatków, które uszczupliłyby ewentualny zysk.
3. Gdyby cena rynkowa nieruchomości nie wzrosła, albo nie doszłoby do cesji i inwestor nie uzyskałby finansowania, które umożliwiłoby podpisanie umowy końcowej, najprawdopodobniej straciłby zadatek, a więc cały zaangażowany kapitał.

Potencjalne zyski z ostatnich 5 latach korzystania z tego typu modelu inwestycyjnego były bardzo wysokie. W okresie kryzysu na rynku mógł on jednak doprowadzić do straty całego kapitału.

Deweloperzy patrzą nieprzychylnym okiem na powyższy model inwestycyjny. Przyciąga on bowiem inwestorów spekulacyjnych, którzy w każdej chwili mogą nie wywiązać się z zawartej umowy. Ponadto cesje generują konkurencyjną podaż lokali z danej inwestycji, dostępnych na rynku wtórnym. - Po kryzysie wielu deweloperów, sparzonych licznymi odstąpieniami od umów, stosuje teraz z tego tytułu kary umowne – tłumaczy Marzena Zielińska, doradca Home Broker w Warszawy. W związku z tym, że deweloper musi wyrazić zgodę na zawarcie przez nabywcę umowy cesji, zdarzają się utrudnienia i na tym tle. – Może się na przykład zdarzyć, że deweloper wyrazi zgodę na przeprowadzenie cesji w terminie dwutygodniowym, co od razu dyskwalifikuje nabywców, posiłkujących się kredytem – dodaje Zielińska.

Współpraca Krzysztof Bałdyga, Home Broker

reklama

Narzędzia przedsiębiorcy

POLECANE

Dotacje dla firm

reklama

Ostatnio na forum

Fundusze unijne

Pomysł na biznes

Eksperci portalu infor.pl

Jakub Starowicz

Radca prawny

Zostań ekspertem portalu Infor.pl »