| IFK | IRB | INFORLEX | GAZETA PRAWNA | INFORORGANIZER | APLIKACJA MOBILNA | PRACA W INFOR | SKLEP
reklama
Jesteś tutaj: STRONA GŁÓWNA > Moja firma > Biznes > Finanse > Inwestycje > Rynek finansowy > Raport NWAI, kwiecień 2009

Raport NWAI, kwiecień 2009

Zdecydowana większość inwestorów uznała w kwietniu, iż kres największego kryzysu od czasu zakończenia II wojny światowej jest już bliski. Sądy te bazowały w głównej mierze na wskaźnikach nastrojów, które w ujęciu historycznym stosunkowo dobrze „przewidywały” zbliżające się ożywienie.

Dolar w kwietniu ponownie zyskał na znaczeniu, choć można by przypuszczać, iż lepsze nastroje na rynkach finansowe związane będą z wyprzedażą amerykańskiej waluty. Okazało się jednak, iż nadal inwestorzy niechętnie odnoszą się do gospodarki strefy euro, która pogrąża się w recesji. Nadal niepokoją rozrastające się deficyty budżetowe na Starym Kontynencie i wynikający z tego wzrost zadłużenia tych gospodarek. Dużo niepewności dotyczy polityki Europejskiego Banku Centralnego, który rozważa wdrożenie niestandardowych metod na wypadek zaistnienia deflacji. Kurs EUR/USD osiągnął 1,29. Przy tym pułapie na rynek powrócili kupujący euro. Ostatnie transakcje zawierana były po kursie powyżej 1,32. Inwestorzy nieustannie zastanawiają się, czy nadchodzi kres ery dolara. Zachowanie rynku w kwietniu oddala zaistnienie takiego scenariusza, lecz kluczem okazać się może zachowanie Chin, które niemal 70 proc. swych rezerw trzymają w dolarze. Gdy ten największy inwestor uzna, że amerykańska waluta go nie interesuje, pozostali uczestnicy rynku to zauważą i mogą podłączyć się pod spadkowe ruchy. Można również przypuszczać, iż stopniowo poprawiający się klimat gospodarczy na świecie skłoni do szukania wyższych stóp zwrotu z dala od dolara.

Na parze USD/JPY decyzje inwestorów zdominowały informacje dotyczące Japonii, której walutę powoli przestaje się uznawać za bezpieczną przystań. Dotychczasowa polityka monetarna, mimo najgłębszej od okresu po II wojnie światowej recesji nie była zbyt agresywna. Gdy okazało się, że rząd Taro Aso przystępuje do bardzo ryzykownego stymulowania gospodarki, poprzez dalsze zwiększanie zadłużenia kraju, a od Banku Japonii oczekuje się rozrostu swego bilansu, na tle dolara jen stracił na znaczeniu. Kurs USD/JPY ponownie znalazł się poniżej 99,00.

Istotnie poprawił się klimat wokół złotego. Po ogłoszeniu chęci przystąpienia do Elastycznej Linii Kredytowej w ramach MFW i utrzymujących się pozytywnych prognoz dla polskiej gospodarki kurs względem euro istotnie się poprawił. Niektóre transakcje w połowie miesiąca zawierane były przy kursie 4,22 (za dolara w tym samym czasie płacono ok. 3,18 zł). W ujęciu technicznym wielu inwestorów uznało to za zbytnią euforię, co zachęciło do wyprzedawania złotego. Od strony fundamentalnej obraz nie jest jednak zachwycający. Niemcy nadal przegrywają walkę z recesją, co natychmiast rzutuje na prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego w Polsce, ponadto zaskoczyły dane m.in. dotyczące deficytu budżetowego na tle PKB oraz wskaźników zadłużenia. Niemal na pewno dojdzie do nowelizacji budżetu na jego niekorzyść, jak również daleko jest do spełnienia kryterium konwergencji, które otwierają drogę do euro. Na chwilę obecną mało realny jest scenariusz wprowadzenia ERM II w pierwszej połowie roku, a nawet do jego końca. Najprawdopodobniej nastąpi do w roku 2010, co odsuwa moment wdrożenia euro min. na początek 2013. Wielu inwestorów na rynku takie informacje natychmiast zniechęciły do polskiej waluty. Nadal jednak złotego uznaje się za wyraźnie niedoszacowanego i nawet przy obecnym gorszym obrazie gospodarki niż wcześniej szacowano, droga na parze EUR/PLN ku 4,00 jest nadal otwarta.

Rynki surowców skupiły w minionym miesiącu dwa obozy inwestorów. Jedni, w związku z nieco lepszymi danymi nastrojów względem gospodarki, intensywnie wypatrywali potwierdzenia tego sygnału na rynkach metali przemysłowych oraz surowców energetycznych, gdyż te wiele miesięcy wcześniej potrafią absorbować pozytywne impulsy. Drugi obóz związany był głównie z ekonomistami, których działania banków centralnych na świecie skłaniają do stawiania prognoz o rozpędzającej się i trudnej do opanowania inflacji. Narastające obawy wielu inwestorów w tym aspekcie również zachęcają do nabywania surowców przemysłowych, energetycznych, lecz również szlachetnych. Jest to tzw. hedging inflacji. Brak jednak jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ ropa naftowa nie wywoływała szczególnych ekscytacji w kwietniu, ceny złota i miedzi dość mocno się rozhuśtały. Z całą pewnością „pożywki” nie zabrakło oportunistom, którzy przy zastosowaniu mniej lub bardziej wyrafinowanych strategii inwestycyjnych potrafili generować zadowalające wyniki.

Polepszenie klimatu gospodarczego na świecie natychmiast odzwierciedlone zostało na rynku miedzi w postaci silnych wzrostów. Cena na przestrzeni miesiąca wzrosła z 4.100 USD/t do 4.800 USD/t. Daleko jednak od euforii, ponieważ spływają dane świadczące o malejącym popycie w głównych obszarach gospodarczych. W Europie popyt na ten czerwony metal zmalał o 25 proc. r/r, w Stanach Zjednoczonych według American Bureau of Metal Statistics spadł on o 20 proc. Jednak od początku roku chińskie State Reserve Bureau dokonuje znacznych zakupów surowca na rynku. Import miedzi do Państwa Środka wzrósł w marcu o 14 proc. m/m.

W drugiej części miesiąca jednak ze strony Chin zaczęły napływać informacje o wstrzymywaniu zakupów a nawet potencjalnym uszczuplaniu zapasów. To, przy asyście wyraźnego wzrostu awersji względem ryzyka wśród inwestorów, doprowadziło do silnej wyprzedaży na rynku. Cena ponownie zbliżyła się do 4.200 USD. Chiny z dużym prawdopodobieństwem nadal będą dokonywać zakupów. Chwilowa przerwa może wynikać z chęci poczekania na niższe ceny na rynku. Popyt w tym obszarze będzie zachowany. Ze strony gospodarek rozwiniętych również napływają prognozy o nadchodzącym ożywieniu. O ile spodziewać można się jego zaistnienia na początku przyszłego roku, wznowienie zakupów surowca nastąpić może kilka miesięcy wcześniej. Podstawą dla projekcji wzrostów cen miedzi jest również aspekt podażowy. BHP BIlliton ogłosił, iż wydobycie w największej na świecie kopalni (chilijska Escondida) zostanie zredukowane o 30 proc. w tym roku. Na tą chwilę mało prawdopodobne jest przebicie poziomu 4.000 USD.

Nad wzrostowym scenariuszem cen na rynku aluminium ciążą dane o historycznie wysokich zapasach surowca. W związku z tym globalna produkcja metalu zmalała na przestrzeni dwóch ostatnich kwartałów o ok. 20 proc. (w tym m.in. Alcoa zmniejszyła ją o 13 proc., największy producent na świecie – Rusal - zredukował produkcję w I kwartale o 7,4 proc.). W pierwszym tygodniu kwietnia zapasy co prawda zmniejszył się nieco (głównie na London Metal Exchange), niemniej nie oznacza to końca narastania ilości surowca na rynku z tytułu nadwyżki wydobycia. Co ciekawe, obecnie niemal 60 proc. producentów metalu sprzedaje go poniżej kosztów wytworzenia. Na rynku tym nie jest wykluczone ponowne testowanie 1.000 USD/t. W dłuższym horyzoncie oczekiwana jest jednak wyraźna poprawa klimatu gospodarczego, co przełoży się na większy popyt na aluminium. Do końca bieżącego roku tak znaczna nadwyżka surowca, w dużej mierze zostanie zredukowana.

Fundamenty nawiązujące do rynku złota (głównie popyt jubilerski i kwestia podaży) sugerowały w kwietniu mocne obniżki cen surowca. Fakt, iż silnie opierały się tym impulsom, świadczy o tym, że złoto postrzegane jest bardziej jako waluta niż surowiec. Nadal niepewności wokół systemu finansowego na świecie i silnie spadki wartości walut papierowych skłaniają do traktowania złota jako ich substytutu. Największy światowy importer – Indie - od początku roku dokonywały jedynie symbolicznych zakupów surowca (w styczniu 1,9 tony, w lutym i marcu wstrzymano się z zakupami). W analogicznym okresie roku poprzedniego nabyto poza granicami kraju ponad 60 ton i mimo to w całym 2008 spadł on w ujęciu rocznym o 48 proc. W minionym miesiącu aktywność ze strony Indii jednak wzrosła. Zakupiono łącznie 10 ton. Turcja (trzeci importer na świecie) w I kwartale bieżącego roku zakupiła jedynie symboliczne ilości surowca. Dużą wagę przykłada się obecnie do postrzegania złota przez pryzmat globalnego kryzysu gospodarczego. Cena osiągnęła na początku roku ponownie 1.000 USD w sytuacji gdy dokonywano agresywnej alokacji m.in. w najbardziej popularnym funduszu SPDR Gold Trust. Wielu drobnych graczy uznało masowe kupowanie surowca jako niekoniecznie racjonalne zachowanie, dlatego równie szybko wycofano znaczą część środków w kwietniu.

Stan zapasów złota w ramach funduszu wynosi obecnie ok. 1.100 t. Z ruchem tym sprzężona została wyprzedaż na rynku, dlatego uncja kosztowała nawet 870 USD. Niepokój na rynkach nie ustępuje (choć jest on wyraźnie niższy niż po upadku Lehman Brothers), dlatego za złoto cały czas płaci się w okolicach 900 USD. Mocnym impulsem wzrostowym okazała się informacja z Chin, które od 2003 roku zwiększyły stan rezerw złota niemal dwukrotnie. Rozłożenie w czasie tych zakupów jest nadal zagadką, lecz inwestorzy uznali, iż zostały one istotnie zintensyfikowane w ostatnich miesiącach, w związku z obawami o kondycję amerykańskiego dolara. Chińczycy zdecydowaną większość swych rezerw w kwocie ok. 2 bln USD utrzymują a amerykańskiej walucie, dlatego chęć dywersyfikacji rezerw skłania ich do zakupów m.in. złota. W tym obszarze inwestorzy na chwilę obecną upatrują jedynego wsparcia dla tez o ponownym testowaniu 1000 USD za uncję w najbliższym czasie.

Stan gospodarki światowej jest nieco lepszy niż dotychczas przypuszczano, system finansowym jest relatywnie stabilny, jednak determinacja Chin do zwiększenie stopnia dywersyfikacji ryzyka swoich rezerw może ich skłonić do kontynuowania zakupów żółtego kruszcu. Obecnie ok. 2 proc. rezerw stanowią zapasy złota. Nie jest wykluczone zwiększenie ich nawet do 10-15 proc., co implikuje konieczność zakupów na poziome co najmniej 5 tys. ton. Biorąc jednak pod uwagę zachowanie Chin na rynku miedzi, którą intensywnie kupują korzystając z niskich cen, można uznać, iż zakupy złota będą dokonywane również sukcesywnie bez zmasowanych zleceń kupna za jednym razem. Na chwilę obecną również kondycja dolara nie wskazuje na istotną jego deprecjację. W dłuższym horyzoncie szanse na to są jednak nadal wyraźne, dlatego można się spodziewać utrzymywania cen złota na bardzo wysokich poziomach. Jednak dopiero silny impuls płynący z rynków (na przykład wyraźne pogorszenie stanu finansów publicznych w Stanach Zjednoczonych) doprowadzić może do przekroczenia 1.000 USD za uncję.

Tempo wzrostu cen platyny w kwietniu wyraźnie wzrosło i uncja w pierwszej połowie miesiąca osiągnęła 1.240 USD. Ten nagły wzrost zmienności z jednej strony zachęcił do odłączenia się na chwilę od stabilnego trendu wzrostowego i realizowania zysków, z drugiej te same czynniki skłoniły do egzekwowania agresywnych strategii (silnie zlewarowanych) zorientowanych na spadki cen. W efekcie za uncję po koniec miesiąca płacono w okolicach 1.100 USD. Strefa w granicach 1.020 i 1.100 USD wyznaczyć może kanał, w którym ceny ponownie przez kilka tygodni mogą się znajdować, a ze względu na nieco lepsze prognozy wzrostu gospodarczego i naturalne przełożenie tego na wyższe wolumeny sprzedaży samochodów sądzić można, iż to jedynie przerwa we wzrostowej tendencji cenowej.

reklama

Narzędzia przedsiębiorcy

POLECANE

Dotacje dla firm

reklama

Ostatnio na forum

Fundusze unijne

Pomysł na biznes

Eksperci portalu infor.pl

Forum Doradców Podatkowych

Praktyczne publikacje dla przedsiębiorców, księgowych, doradców podatkowych i kandydatów na doradców podatkowych.

Zostań ekspertem portalu Infor.pl »