| IFK | IRB | INFORLEX | GAZETA PRAWNA | INFORORGANIZER | APLIKACJA MOBILNA | PRACA W INFOR | SKLEP
reklama
Jesteś tutaj: STRONA GŁÓWNA > Moja firma > Biznes > Finanse > Inwestycje > Komentarze rynkowe > Warszawska giełda obok globalnych rynków

Warszawska giełda obok globalnych rynków

Indeksy giełdowe na głównych rynkach europejskich biją kolejne rekordy obecnej, półrocznej fali zwyżek. Wskaźniki naszego rynku dość nieudolnie starają się podążać ich śladem. Ale o żadnych rekordach na warszawskim parkiecie nie ma nawet mowy. Ruch indeksów w bok aż razi w oczy. Nastroje wciąż minorowe, strach przed korektą narasta, spadające obroty świadczą, że „świat” o nas zapomniał.

Po sporych wahaniach, z jakimi mieliśmy do czynienia w minionym tygodniu, poniedziałek przyniósł uspokojenie sytuacji na rynku walutowym. Do południa kurs euro wahał się w przedziale od 1,467 do 1,474 dolara. Ten stan względnej równowagi nie trwał jednak zbyt długo i amerykańska waluta nadal konsekwentnie traciła na wartości.

A przecież dziś nie było istotniejszych bodźców, które mogłyby doprowadzić do większych zmian. Pojawią się z pewnością jutro, gdy do gry, po dzisiejszej przerwie, wróci Ameryka.

Na naszym rynku w pierwszej części dnia obserwowaliśmy dynamiczne zmiany. Złoty rozpoczął od mocnego akcentu z poziomu 2,88 za dolara, a więc o 2 grosze lepiej, niż w piątek. Błyskawicznie jednak zaczął tracić moc, oddając dolarowi aż 4 grosze, po czym ponownie powrócił w okolice 2,88-2,89 zł za dolara. Podobne ruchy miały miejsce w przypadku euro, którego kurs po skoku do 4,287 zł ustabilizował się na poziomie 4,25-4,26 zł. Frank, po przetestowaniu poziomu 2,82 zł, wrócił do poziomu 2,8 zł. Gdy dolar zaczął tracić wobec euro, złoty skwapliwie to wykorzystał. Około godziny 16.00 dolara można było kupić już za 2,86 zł, euro staniało do 4,23 zł, a frank do 2,79 zł.

Pod nieobecność „amerykańskiego przewodnika stada” i na fali optymizmu giełd europejskich, szczęśliwie rosły indeksy w Warszawie. Ale rosły nie wszystkie i niejednakowo. Najwięcej zyskiwał wskaźnik największych firm. Indeks szerokiego rynku podążał jego tropem, ale był daleko z tyłu. mWIG40, obrazujący koniunkturę wśród średnich spółek tracił na wartości, przy obrotach świadczących o zupełnym zaniku zainteresowania nimi ze strony inwestorów. Indeks najmniejszych spółek brał z niego przykład, zniżkując jednak znacznie bardziej dynamicznie. Słabość wskaźników małych i średnich firm wobec ich większych kolegów trudno wytłumaczyć inaczej, jak tylko większą podatnością na nastroje rodzimych inwestorów indywidualnych, którzy coraz bardziej obawiają się zapowiadanej od dawna korekty.

reklama

Narzędzia przedsiębiorcy

POLECANE

Dotacje dla firm

reklama

Ostatnio na forum

Fundusze unijne

Pomysł na biznes

Eksperci portalu infor.pl

Zbigniew Tankielun

Detektyw

Zostań ekspertem portalu Infor.pl »