| IFK | IRB | INFORLEX | GAZETA PRAWNA | INFORORGANIZER | APLIKACJA MOBILNA | PRACA W INFOR | SKLEP
reklama
Jesteś tutaj: STRONA GŁÓWNA > Moja firma > Biznes > Finanse > Inwestycje > Komentarze rynkowe > Fixing cudów nas nie zbawi

Fixing cudów nas nie zbawi

Warszawa znów pokazała swoją siłę na tle innych rynków, ale był to pokaz trochę spóźniony i niezbyt przekonujący. Co prawda nasze byki nie ugięły się pod presją kolejnej bardzo wyraźnej słabości na początku sesji za oceanem, ale z tej demonstracji niewiele wynika.

Potężna zwyżka WIG20 w trakcie końcowego fixingu dobrego wrażenia na pewno nie zrobiła. Jeśli sytuacja na Wall Street się nie poprawi, nie mamy raczej co liczyć na kontynuację wzrostowej tendencji. Dane płynące z amerykańskiej gospodarki są bardzo niejednoznaczne, a reakcja tamtejszych inwestorów na nie coraz bardziej nerwowa.

Na naszym parkiecie byki starały się dziś zatrzeć niedobre wrażenie słabości rynku, które uwidoczniło się w końcówce wczorajszej sesji. Indeks największych spółek zaczął od wzrostu o prawie 0,9 proc. Swą siłę zawdzięczał przede wszystkim zwyżkującym o 4 proc. papierom PKO, które dziś po raz ostatni notowane są z prawem poboru akcji nowej emisji. Prawie 3 proc. zyskiwały też walory Pekao. Po ponad 1 proc. rosły akcje KGHM i Telekomunikacji Polskiej. Do południa skala zwyżki indeksu powiększyła się do 1,3-1,5 proc. Po kilkugodzinnym okresie stabilizacji byki znów zaatakowały. Akcje banków w tej fazie odgrywały największą rolę. Liderami stały się papiery BRE, zyskujące ponad 4,5 proc. oraz BZ WBK, rosnące z taką samą siłą. Walory Telekomunikacji Polskiej zwyżkowały o 2,5 proc. Przed zakończeniem sesji skala wzrostu indeksów nieco się zmniejszyła. WIG20 zyskiwał 1,6 proc. Nieoczekiwanie końcowy fixing przyniósł skok wartości indeksu największych spółek do 2,89 proc. WIG zyskał ostatecznie 1,62 proc., a sWIG80 wzrósł o 0,1 proc. Jedynie wskaźnik średnich firm zakończył dzień na minusie, tracąc 0,4 proc. Obroty wyniosły 1,87 mld zł.

Z pewnością określenie „rosyjska ruletka” na to, co działo się wczoraj na Wall Street, byłoby nieco przesadzone. Ale tylko nieco. Co prawda „jazdy” indeksów o jeden procent w dół i za chwilę tyle samo w górę nie są niczym nadzwyczajnym z historycznego punktu widzenia, ale jak na historię „najnowszą” amerykańskiego parkietu, obejmującą ostatnie pół roku, stanowią jednak jakieś wydarzenie. Siedemnastopunktowa różnica między najniższym a najwyższym poziomem indeksu S&P500 w trakcie jednej sesji to prawdziwa gratka dla wymierającego już chyba niemal gatunku daytraderów. W ciągu pierwszych kilkunastu minut po rozpoczęciu wczorajszej sesji, indeksy poleciały w dół jak kamień. I ten ruch można było zrozumieć. Słabsze dane z rynku pracy i spadek wskaźnika aktywności gospodarczej w rejonie Chicago w pełni go usprawiedliwiają. Jednak następujące po nim równie gwałtowne i dynamiczne odbicie oraz późniejsze wahania, pojąć już znacznie trudniej. To już historia, ale pouczająca, bo fatalny początek sesji „oszukał” pozostałe giełdy, powodując znaczne pogorszenie się nastrojów na nich. Koniec dnia na Wall Street nie był wcale „dramatyczny”. S&P500 stracił jedynie 0,33 proc.

reklama

Narzędzia przedsiębiorcy

POLECANE

Dotacje dla firm

reklama

Ostatnio na forum

Fundusze unijne

Pomysł na biznes

Eksperci portalu infor.pl

WebHat

WebHat to prężnie rozwijająca się firma tworząca interaktywny video e-learning.

Zostań ekspertem portalu Infor.pl »