| IFK | IRB | INFORLEX | GAZETA PRAWNA | INFORORGANIZER | APLIKACJA MOBILNA | PRACA W INFOR | SKLEP
reklama
Jesteś tutaj: STRONA GŁÓWNA > Moja firma > Biznes > Finanse > Budżet Domowy > Oszczędzanie > Jak funkcjonował czarny rynek 20 – 30 lat temu?

Jak funkcjonował czarny rynek 20 – 30 lat temu?

Jakie sposoby oszczędzania preferowano dwie – trzy dekady temu? Na czym można było dużo zarobić w czasach PRL-u? Analitycy finansowi odpowiadają na te pytania.

Za naszą wschodnią granicą utrzymywał się bardzo duży popyt na rozmaite towary. Opłacało się handlować w szczególności z mieszkańcami wielkich miast byłego Związku Radzieckiego. Kupowali dosłownie wszystko – od gum do żucia po sprzęt elektroniczny. Oczywiście, najwięcej zyskiwali Ci, którzy nie dali sobie wciskać rubli, lecz otrzymywali zapłatę z twardej walucie – najlepiej w dolarach. A skąd mieli je Rosjanie, np. mieszkańcy Sankt Petersburga? Od Skandynawów – np. Finów, u których wódka była bardzo droga. Zaradni mieszkańcy Północnej Europy masowo odwiedzali blisko położone, radzieckie miasta, gdzie zaopatrywali się w „ognistą wodę”, płacąc za nią w amerykańskiej walucie.

Ale wróćmy do Polski. Nielegalny handel, i to nie tylko dolarami, był wodą na finansowy młyn dla wielu, bardzo wielu Polaków. Stanowił namiastkę wolnego rynku, w których podaż spotyka się z popytem tam, gdzie wypada, a nie tam, gdzie zażyczą sobie tego władze. A że podaż niemalże w każdym przypadku, nie licząc octu, była znikoma, czarny rynek kwitł w najlepsze, generując olbrzymie zyski. Przykładowo, jeśli ktoś pracował w fabryce pralek, to przysługiwała mu raz na jakiś czas nowa maszyna po naprawdę atrakcyjnej cenie. Z duszą na ramieniu można było podejść do przemykających pod bramami zakładu handlarzy – „pośredników”, i zaproponować im odsprzedanie urządzenia. Choć komunistyczna władza surowo karała spekulantów, interes kwitł, bo kilkukrotne przebicie kusiło. Gdzie znajdziemy dzisiaj okazję, aby „głupim” zestawem opon do malucha czy futrami spłacić sporą część kredytu? To były dziwne czasy...

Dowiedz się także: Dlaczego w Europie płaca minimalna gwarantuje zakup dwa razy większego mieszkania?

Można było też oszczędzać na przyzwoitsze sposoby. Funkcję dzisiejszych kont osobistych, oszczędnościowych, lokat itd. spełniały książeczki oszczędnościowe. Zanoszono do banku pieniądze, w książeczce nanoszono wpis o przyjętej kwocie, potwierdzany pieczątką. Środki można było zdeponować nawet na 36 miesięcy, zyskując na tym 4,5 - 5 proc. Działało to jak dzisiejsze ROR-y. Najwięcej osób posiadało książeczkę w PKO, ale były istniały inne banki państwowe - np. BGŻ, ponadto na rynku funkcjonowały banki spółdzielcze. Notabene, do dziś w banku PKO BP istnieje coś takiego jak książeczka obiegowa.

Książeczki oszczędnościowe prowadzone były także na określony cel. Istniały choćby książeczki samochodowe czy motocyklowe. I tutaj, nie do końca zgodnie z prawem, można było nieźle zarobić. Przykładowo, maluch kosztował w latach 70. ok. 262 tys. zł, ale człowiek, który kupił go w tej cenie na podstawie książeczki, mógł odsprzedać pojazd... nawet za 500 tys. zł. Co więcej, niektóre z książeczek uczestniczyły w losowaniach, zwanych wówczas „ciągnieniami”. Depozyty było nisko oprocentowane, ale umożliwiały wylosowanie nagrody – najczęściej pojazdu mechanicznego lub sprzedu AGD. Za każdy wkład przysługiwał 1 los – zatem większe oszczędności oznaczały więcej szans na wygraną.

reklama

Narzędzia przedsiębiorcy

POLECANE

Dotacje dla firm

reklama

Ostatnio na forum

Fundusze unijne

Pomysł na biznes

Eksperci portalu infor.pl

Wioletta Małota

Konsultant Międzykulturowy i HR, Executive Mentor &Coach

Zostań ekspertem portalu Infor.pl »