Źródło: Poradnik Gazety Prawnej Nr 010/2007 z dnia 2007-03-13
Choć pobieżnie sądząc, spółka cicha może kojarzyć się z czymś nie do końca zgodnym z prawem, naczelna zasada swobody umów powoduje, że naruszenie prawa nie ma miejsca. Jedno jest pewne: ujawnieniem powiązań cichych wspólników zainteresowany jest urząd skarbowy. Spółka cicha daje jednak spore możliwości, aby całkiem legalnie omijać fiskusa.
Spółka lwia
Bardzo ciekawą instytucją jest też tzw. spółka lwia (łac.
societas leonina), która jednak
jest zakazana przez polskie prawo, jako stosunek prawny ewidentnie
dyskryminujący jedną ze stron. Jej istota polega na wyłączeniu co
najmniej jednego ze wspólników od udziału w zyskach,
co powoduje, że praktycznie prowadzi on działalność charytatywną na
rzecz pozostałych partnerów i firmy. Co oczywiste, w ten
sposób można ukształtować każdą osobową spółkę
występującą w naszym prawie (zwłaszcza jawną lub komandytową), a
także spółkę cywilną, stanowiącą tylko i wyłącznie stosunek
zobowiązaniowy między stronami. Jak już wskazano, spółka
lwia jest jednak sprzeczna z naturą spółki i zasadami
współżycia społecznego. Jak stanowi
art. 51 § 1 k.s.h., każdy wspólnik ma
prawo do równego udziału w zyskach i uczestniczy w stratach
w tym samym stosunku, bez względu na rodzaj i wartość wkładu.
Określony w umowie spółki udział wspólnika w zysku
odnosi się, w razie wątpliwości, także do jego udziału w stratach.
Umowa spółki może zwolnić wspólnika od udziału w
stratach. Ten ostatni przepis interpretowany a
contrario (z przeciwieństwa) pozwala stwierdzić, że
wyłączenie od zysków jest niedopuszczalne i sprzeczne z
ustawą.
PRZYKŁAD
Wspólnicy firmy „Dywilno sp.j.” chcą zaprosić do spółki jawnej inwestora i zaproponować mu udział w zyskach i zwolnienie od strat. Taka umowa jest w świetle polskiego prawa dopuszczalna. Nie wolno tylko zastosować sytuacji odwrotnej - w której jeden wspólnik odpowiadałby tylko za straty, a nie miał udziału w zyskach. Zgodnie z przepisami, każdy wspólnik ma prawo do równego udziału w zyskach i uczestniczy w stratach w tym samym stosunku, bez względu na rodzaj i wartość wkładu. Umowa spółki może jednak zwolnić wspólnika od udziału w stratach i jest to postanowienie w pełni zrozumiałe. Po prostu chodzi o to, by np. zaangażować w firmie jakieś znane nazwisko (lub kapitał inwestora strategicznego) - w ten sposób podnieść jej markę i wartość rynkową, a jednocześnie uwolnić inwestora od ryzyka niepowodzenia. Trzeba tylko zdawać sobie sprawę, że w spółce jawnej, która tak naprawdę nie konstruuje ograniczenia w dochodzeniu należności spółki z majątku osobistego wspólników, i tak będzie możliwe pociągnięcie go do odpowiedzialności, czego efektem będzie konieczność przeprowadzenia rozliczeń wewnątrz firmy. Dlatego trzeba takie zastrzeżenie zgłosić do rejestru przedsiębiorców - wtedy kontrahent spółki nie będzie mógł powoływać się na brak świadomości o występujących ograniczeniach. Jeżeli wpis do KRS nie podlega obowiązkowi ogłoszenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, to nikt nie może zasłaniać się nieznajomością jego treści, chyba że mimo zachowania należytej staranności nie mógł wiedzieć o wpisie. Gdyby takiemu obowiązkowi podlegał - trzeba by czekać 16 dni na „uaktualnienie” ochrony (art. 15 ust. 1 ustawy o KRS). W obydwu wypadkach dodatkowo konieczna jest dobra wiara chronionej osoby.
Oczywiście nieważność dyskryminującego postanowienia rodzi ważkie
konsekwencje praktyczne. Otóż trzeba przyjąć, że
„służebny” wspólnik ma prawo do zysku i może go
z powodzeniem dochodzić na drodze sądowej. Jest to efektem
słusznego skądinąd podejścia, zgodnie z którym lwia
spółka jest zaprzeczeniem samej idei zrzeszania się
przedsiębiorców i przeradza się w swej istocie w instytucję
wyzysku. Co do sankcji - to raczej nie będą tu wchodziły w grę
żadne przepisy karne, choć w ekstremalnych wypadkach może się tak
zdarzyć (art. 304 k.k.). W tym kontekście warto też przytoczyć
wyrok SN z 9 lutego 1963 r. (sygn. akt IV CR 129/62, RPEiS z 1964
r. nr 2, str. 327), w którym czytamy: zobowiązanie jednego ze wspólników jawnych
do ponoszenia odpowiedzialności za drugiego wspólnika
jawnego za wszelkie straty spółki jest w świetle
przepisów bezskuteczne wobec osób trzecich. W
tym wypadku SN pozwolił sobie na ingerencję w stosunek
spółki idącą w drugą stronę - chroniąc kontrahentów
firmy wskazał, że postanowienie o zmienionej odpowiedzialności za
straty ma skutek tylko w stosunkach wewnętrznych między
wspólnikami.





